Prentice Mulford
Dzieła zebrane, tom I
Przeciw śmierci
Niewyzyskane siły życia

49,00 

PRENTICE MULFORD ogląda w swoich dziełach świat materii i ducha z poziomu świadomości Mistrzów. Zagłębia się w sprawy i problemy człowieka oraz wskazuje na to, jak świat w rzeczywistości powinien wyglądać. Autor pokazuje też, gdzie jako ludzie popełniamy błędy. Ze zdumiewającą przenikliwością przedstawia Życie z wyższej perspektywy i definiuje w jasny i zrozumiały sposób prawa rządzące Wszechświatem.

SKU: 45 Kategoria:

Opis

Mulford obok Ralpha Waldo Emersona był jednym z założycieli nurtu filozoficznego określanego jako „Nowa Myśl” (z ang. „New Thought”). Tworzył w dziewiętnastym wieku, lecz przekazywane prawdy są tak samo aktualne dziś, jak i wtedy.

Przemyślenia autora pochodziły nie z nabytej wiedzy (wiemy, że nie interesował się czytaniem książek), lecz z wnikliwej obserwacji wynikającej z bliskiego kontaktu z Naturą. Był mądrym nauczycielem i nieprzychylnie wyrażał się o wszelkiego rodzaju dogmatach. Oto co mówił – „W rozwoju duchowym każdy człowiek jest własnym odkrywcą i nie powinien się on smucić tym, iż w jego odkrycia nie wierzą inni. Celem człowieka jest postępowanie naprzód, dalsze odkrywanie i rozszerzanie indywidualnej szczęśliwości”.

Literatura ta z całą pewnością zainteresuje czytelników dzieł Mistrzów. Wprawdzie Prentice Mulford w żadnym miejscu nie wymienia Mistrzów jako źródła swoich przemyśleń, ale dla wnikliwego obserwatora już po kliku stronach staje się jasne, że to właśnie od Nich pochodzi przekazywana przez niego wiedza.

Cytaty z książki:

Istnieją zatrute duchowe prądy, jak istnieją trujące wyziewy arszeniku albo metali. Kto przebywa zupełnie biernie w pokoju wśród zazdrosnych, przepełnionych nienawiścią, cynicznych albo nie wyzwolonych ludzi, wchłania z nich trujący pierwiastek, pełen choroby i niszczącej siły: pierwiastek daleko niebezpieczniejszy, aniżeli nawet dająca się wykazać chemicznie trucizna, ponieważ jego działania postępują delikatniej i tajemniej, często dopiero po wielu dniach dają się odczuć i są najczęściej przypisywane innym przyczynom.

(…)

Żyjemy w kołowrocie zmysłów – nowe wiadomości, nowe doświadczenia – pomimo iż znamy ich prawdziwą wartość, przechodzą aż nazbyt łatwo na lirze powszedniego dnia w spokojny truchcik banalności.

Niech nikt z nas nie oczekuje, iż od razu, po wszystkie czasy, ożyje dla nowych praw, dla nowych zasad i metod istnienia. Pomimo zupełnego przeświadczenia o ich prawdziwości, jakaś część w nas, coś ukrytego, upartego, będzie tajemnie przeciw nim powstawało.

Tą częścią jest rozsnowa (materia) – doświadczenie ciała – krwi – komórek.

Dlatego bez przerwy musimy powtarzać nowe objawienia: „Istnieje wyższa moc, panująca siła, która wszystko przenika i ożywia. My jesteśmy cząstką tej siły”.

I jako takiej cząstce, dana jest nam zdolność wchłaniania w siebie coraz to większej i większej ilości przyrodzonych własności tej najwyższej siły – przez długotrwałe milczące pożądanie, przez prośby i życzenia.

Każda z naszych myśli jest realnością – jest siłą (proszę sobie to dwa razy powtórzyć). Każda myśl jest cegłą w tworzącym się losie – złym czy dobrym.

Kto w danej chwili musi mieszkać w brzydkim domu, źle jadać, obcować z ludźmi, którzy są ordynarni i nieokrzesani, ten niech bez ustanku protestuje w swej najgłębszej wyobraźni przeciwko całej niedoli! Niech żyje duchowo w innym, piękniejszym domu, gdzie się jada wykwintniej, wśród wyższych ludzi – ten stan jego duszy zaprowadzi go sam do czegoś lepszego, bez trudu, goryczy, bez przymusu. Bądź tylko bogaty duchem, fantazją i świadomością, a materialne bogactwo przyjdzie samo. Kto widzi siebie tylko na najniższym szczeblu drabiny, zostanie na nim przez całe życie. Dominujący nastrój, czy to przygnębienia, czy tryumfu, stwarza w rzeczywistości wszystkie fizyczne warunki życia.

(…)

Zapragnij od czasu do czasu uwolnić się od wszelkiego strachu. Każda sekunda takiego pragnienia przyczynia się po trochu do wyprowadzenia cię z niewoli strachu. Nieskończona świadomość nie zna bojaźni i jest to twoim wiecznym dziedzictwem, byś się zawsze zbliżał do nieskończonej świadomości.

Wchłaniamy w siebie myśli tych ludzi, do których czujemy największą sympatię i z którymi najczęściej przestajemy. Jeżeli są oni od nas niżsi i żyją myślowo w niższych sferach, wówczas cierpimy długotrwałą szkodę – gdyż wyższy i subtelniejszy duch zawsze ulega w nierównym towarzystwie.

(…)

O twych przedsięwzięciach, o twych planach i nadziejach mów tylko z tymi, o których wiesz na pewno, że życzą ci powodzenia. Nie mów nigdy z ludźmi, o których wiesz, że słuchają cię tylko przez grzeczność. Każde słowo, wypowiedziane przez ciebie, oznacza pewną siłę, którą odciągasz od swego przedsięwzięcia.

Liczba ludzi, którym z powodzeniem mógłbyś się zwierzyć, jest nad wyraz mała. Lecz dobrotliwe życzenie jedynego przyjaciela, który ci się przysłuchuje ze szczerym zainteresowaniem, jest rzeczywistą, żywą, opiekuńczą siłą, która łączy się z tobą, aby działać przy twoim boku, na twoje szczęście.

Jeżeli tylko cel twój jest wielki i sprawiedliwy, zaprowadzi cię bez wątpienia sam do ludzi, którzy cię obdarzą zaufaniem, z którymi będziesz mógł bezpiecznie rozmawiać.

Gdy żądasz dla siebie sprawiedliwości, żądasz jej w imieniu całego narodu. Jeśli bez wewnętrznego protestu dozwalasz, by cię oszukiwano, krzywdzono, tyranizowano, jesteś po stronie oszukaństwa i podłości.

(…)

Myśleć bezustannie podczas czuwania – zbyteczne. Jest to wyniszczające przyzwyczajenie, które sprowadza ten tylko skutek, że pewna grupa myśli powtarza się aż do wyczerpania.

Jednym z najpodnioślejszych źródeł wszelakiej mocy i zbawienia jest zdolność włączania według swej woli pozytywnych myśli – trwając w zupełnym fizycznym spokoju, oddać się marzeniom. Widzieć tylko kawałeczek krajobrazu, który drży przed oczami, lub dać ciągnąć przed swą świadomością mglistym obłokom.

Sześćdziesiąt sekund marzenia – to sześćdziesiąt sekund żywego spokoju dla ciała i ducha. Nawet w niższych sferach materialnego powodzenia ten będzie zwycięzcą, kto potrafi odpoczywać według swej woli, to jest stawać się biernym i samowolnie odpychać od siebie swe myśli. Trzyma on za cugle życia, gdyż w takich momentach skupienia otwierają się wrota dla nowych idei, planów, przedsięwzięć, które uchwycone cicho, mocno, w czujno-świadomym stanie – przynoszą wypełnienie, realność.

(…)

Jeżeli pewna grupa ludzi rozmawia o chorobliwych zjawiskach, o przyczynach śmierci, agoniach, śmiertelnych scenach, gdy pielęgnuje w ten sposób trupi przedsmak grozy i przygnębienia, wtedy zwraca ona na siebie cały potok podobnych wyobrażeń – potok, który w końcu sprowadzi nieomylnie chorobę i cierpienie w jakiejkolwiek bądź formie.

Kto z jakiego bądź powodu mówi ciągle o chorych, długo z nimi przestaje i bezustannie o nich myśli, ten ściąga na siebie falę, której złe skutki objawią się niezawodnie w jego ciele. Mamy daleko więcej do ratowania i obrony w sobie, niż przypuszczamy.

Gdy mężczyźni omawiają z sympatią i zainteresowaniem swe przedsięwzięcia, wytwarza się potok nowych produkcyjnych pomysłów, ponieważ właśnie wtedy, kiedy koło zostaje zamknięte bez tajemnych podejrzeń, lecz w szlachetnym, przyjaznym dążeniu, tryskają nowe myśl jak iskry!

Podróżuj tylko w wielkim stylu, stawaj w najwykwintniejszych hotelach, ubieraj się ze smakiem! Jeżeli środki nie pozwalają ci na to, czyń to przynajmniej w myślach! To będzie pierwszy krok w kierunku powodzenia, pierwsze stąpnięcie w prąd tych, co zdobyli już powodzenie! Czyja myśl przez fałszywą oszczędność skierowana jest tylko na rzeczy tanie: na tanie mieszkanie, tanie pożywienie, tanią odzież, ten wpada w falę niedostatku, niewoli i bojaźni! Plany nasze i nasze poglądy na świat są przez to tłumione, paraliżowane, nasze skrzydła łamią się. Atmosfera niedostatku, jeżeli ją długo w siebie wchłaniamy, czepia się duszy i od razu zostaje odczuta przez tych, którym się powodzi. Uciekają oni, gdyż od razu widzą brak tego pierwiastka, który ich samych unosi i pcha naprzód – odchodzą i tłumią w sobie prędko potok naturalnej sympatii, który wypływa z nich sam przez się.

(…)

Gdy ludzie życzą sobie nawzajem niepowodzenia i swą złość wylewają na innych, wszystko szkodliwe spada na nich samych z dziesięciokrotną siłą. Przyciągają do siebie myśli, które wewnątrz nich szerzą zarazę! Myśli, które snują się najczęściej w naszej głowie, urzeczywistniają się najsilniej w organizmie. Wchłaniamy w siebie błędy i niedoskonałości innych, ponieważ wiążemy się z nimi duchowo. Plotka przecież oczarowuje!

Jest pewien szał i ekstaza w skandalu i w cyzelowaniu cudzych niedoskonałości – równa niemal szampanowi! Lecz w końcu przyjemność ta wypada dla nas zawsze bardzo drogo!

(…)

A strach otacza nas wszędzie! Cała ludzkość obawia się bezustannie: choroby, śmierci, utraty pieniędzy, miłości – słowem zawsze czegoś! Każdy ma prócz tego jeszcze swą własną ukochaną obawę, którą pieści! I to rozciąga się nawet na najtrywialniejsze rzeczy na świecie! Ulice są pełne ludzi, którzy, nie mając nic lepszego do roboty, są w ciągłym strachu, by nie spóźnić się na najbliższy tramwaj lub pociąg!

Im czulszy jest człowiek, tym mocniej cierpi wśród tych prądów swego otoczenia – aż wreszcie przez milczącą prośbę o najwyższą siłę nauczy się budować naokoło siebie wał z pozytywnie naładowanych myśli, od którego cudze fale będą się odbijać. Budowanie takiego wału można zacząć od tego, że się przeciwstawia każdemu szturmowi nieprzyjemnych nastrojów następującą myśl: „Wzbraniam się przyjąć tę ideę i ten duchowy stan, który mi ona chce dać, a który szkodzi memu ciału”. Oto jest droga, by odwrócić od siebie szkodliwe prądy. Każdy człowiek ma swoją ukochaną obawę – jakąś chorobę, której nigdy nie miał, lecz której ciągle oczekuje – w ogóle coś, czego utraty najbardziej się lęka! Najmniejszy drobiazg, jakieś niespodziane słowo uprzytamnia mu od razu jego ukochaną bojaźń i otwiera na oścież wyćwiczoną przez długie lata obawy świadomość, w którą strach wpada jak burza i niszczy wszystko. Burza ta wprawia w drżenie przede wszystkim te struny naszej natury, na których przez wiele lat najgłośniej dźwięczały nasze słabostki. I ciało wtedy również cierpi!

(…)

Są matki, które mówią: „Niech się stanie ze mną, co chce, byle tylko dzieci moje wyrosły na dzielnych ludzi, będę wówczas uważała misję swoją za spełnioną!”. Lecz matce właśnie powinno dużo zależeć na tym, „co się z nią stanie!”. Gdy zatamuje swój nieustanny rozwój w mądrości i kulturze, zatamuje jednocześnie rozwój swych dzieci. Prawdziwa matka będzie zawsze dążyła do tego, by dzieci podziwiały ją tak, jak kochają. Lecz podziw i szacunek stanie się udziałem jedynie takiej kobiety, która nie tylko potrafi utrzymać swe miejsce w życiu wysoko, silnie, swobodnie, lecz która przede wszystkim bez wytchnienia dążyć będzie ciągle w górę, ku coraz to dalszym celom!

(…)

Pewną część naszej myślowej emanacji pochłania odzież, i jeśli nosimy ten sam ubiór przez dłuższy czas, nasyca się on kompletnie tymi myślowymi pierwiastkami. Każda myśl jest częścią naszej jaźni. Nasza ostatnia myśl jest częścią naszego najnowszego, najświeższego „ja”. Kto nosi stare ubranie, nasyca swe świeże „ja” myślami, których się wyzbył i które już dawno przeżył – ze starej odzieży wślizgują się w młodą jaźń resztki przeróżnych trosk, zmartwień, kaprysów, które kiedyś wsiąknęły w tę odzież. Obarczamy więc w ten sposób nasze nowe „ja” starą, zamarłą jaźnią z ubiegłych lat.

Te właśnie kaprysy, ta zbutwiałość psychiczna czynią, że zwykle ze wstrętem kładziemy na siebie starą odzież. Nowe ubranie oswobadza, czyni ducha lekkim, jest jakby świeżą, najbardziej zewnętrzną skórą – ponad epidermą, nie napełnioną jeszcze i nie przeciążoną duchowymi emanacjami wielu dni. Nawet z dobrych okresów życia nie powinno się zachowywać ubrania, gdyż nie godzi się wracać do starego szczęścia. Noszenie starej odzieży, ubieranie się we własne trupie, zamarłe części jest marnowaniem swych sił – przez oszczędność!

Nawet wąż nie wpełza na powrót w swą starą skórę dla ekonomicznych względów! Przyroda starych ubrań nie nosi! Natura nie oszczędza na sposób ludzki na upierzeniu, skórach, futrach, na blasku barw! Bo w takim razie panującą barwą na świecie stałaby się barwa wytartych spodni, a firmament niebieski jaśniałby, niczym brudny sklepik spożywczy najgorszego gatunku.

Dobrze jest otoczyć się barwnymi rzeczami. Co daje radość oku, odświeża ducha, a co odświeża ducha, odświeża ciało.

(…)

Kobiecym pierwiastkiem w naturze jest subtelność. Męskim – tworząca siła. Kobieta widzi jaśniej. Mężczyzna zręczniej urzeczywistnia widzenia! Oko duchowe kobiety widzi zawsze dalej niż mężczyzny – duchowa zaś siła mężczyzny do stworzenia tego, co widzi kobieta, jest większą. Intuicja kobiety kroczy przed mężczyzną, jak szedł przed wybranym narodem, w dzień słup dymu, a w nocy ogniowa kolumna. Pomiędzy kobietami jest daleko więcej jasnowidzących! Również kobiety najpierw pojmują nowe duchowe prawdy, tak samo jak najdłużej zostają wierne religijnym obrzędom, gdyż w swej głębokiej intuicji wiedzą, że kościół jest korzeniem, z którego kiedyś musi wykwitnąć wspólnym kwiatem religia i nauka, dziś oddzielone przepaścią i wrogie sobie. Kobieta poznaje od razu – bez trudnego rozumienia o przyczynach i skutkach – wprost doskakuje do prawdy!

We wszystkich okresach duchowego rozwoju wewnętrzny wzrok kobiety jest jaśniejszy niż mężczyzny – lecz mężczyzna jest zawsze zdolniejszym do urzeczywistnienia tego, co mu wskazuje kobieca dusza. I dla specjalnych zdolności jakiegoś określonego człowieka – istnieje tylko jeden określony ostry wzrok kobiety, która poznaje, jak i gdzie te zdolności mogą się najlepiej rozwinąć. Kobieta i mężczyzna w prawdziwym małżeństwie są jako oko i ręka.

(…)

Mocniejsza siła duchowa przechodzi na innych, jako rzeczywisty, żywy pierwiastek, zmienia ona, wywiera wpływ, czaruje! W ten sposób Napoleon I narzucił swą wolę armii; każdy żołnierz czuł tę wolę w sobie i nad sobą! Wszyscy byli przesyceni istotą tej woli, czuli, jak się ten wszechmocny pierwiastek wydziela – zupełnie tak samo, jak ich fizyczne zmysły czuły gorąco słonecznych promieni!

I dlaczego – zapytają – nie utrzymała się ta zwycięska siła? Dlatego, że Napoleon przez niedoświadczoną wiedzę wpadł w najzwyklejszy błąd i dozwolił, by duch jego żył w nierównych sobie myślowych sferach. Zmieszał swój duchowy dynamit z trocinami i osłabił swą myślową siłę, kiedy porzucił Józefinę dla wysoko urodzonej, ale daleko niższej kobiety. Napoleon wchłonął w siebie jej niższego ducha! Wtedy poczęła niknąć jego siła nad innymi, czar prysnął. Józefina była wieczną małżonką Napoleona, jego dopełnieniem i wypełnieniem – nie podług praw ludzkich, lecz według nieskończonej wiedzy. Gdy duch jego był stopiony z jej duchem, panowała w nim moc, która oddziaływała na wszystkich, bliskich czy dalekich, tak samo jak nasze ciała, chociaż w mniejszym stopniu, mogą bezustannie wywierać wpływ z oddali na inne ciała.

ISBN 10: 83-60280-13-4

ISBN 13: 978-83-60280-13-3

EAN: 9788360280133

Informacje dodatkowe

Waga490 g
Wymiary14,5 × 20,5 cm
Autor

Prentice Mulford

Książka

okładka miękka

Objętość

374 strony