Jiddu Krishnamurti
Na szczytach Prawdy


24,00 

Po co się rodzimy? Dlaczego cierpimy? Jaki jest cel życia? Autor po raz kolejny próbuje odpowiedzieć na te pytania, sięgając do osobistych doświadczeń. Książka jest zapisem wykładu filozofa, w którym zwraca się on bezpośrednio do słuchaczy, opowiada o tym, czym jest dla niego Prawda, Wyzwolenie, Szczęście i Miłość, najważniejsze wartości w życiu każdego z nas. W typowy dla siebie sposób napomina do przeżywania świata w sposób indywidualny, do odrzucania wszelkich autorytetów, życia w zgodzie ze sobą, poszukiwania wewnętrznych drogowskazów.

SKU: 1014820 Kategoria:

Opis

Prawda jest krainą, dla przebycia której nikt nie wyznaczył dróg. Nie można do niej dotrzeć ścieżkami religii, filozofii, przekonań politycznych. Nie pomoże nam w tym odprawianie rytuałów ani żadna terapia psychologiczna. Poszukiwanie jej jest jednak nadrzędnym celem życia.  Zagubieni pośród wspomnień, urazów, cudzych opinii i sądów, musimy zwrócić się ku sobie, bo tylko w ten sposób możemy odnaleźć trwały spokój i ukojenie. Musimy najpierw wyzbyć się wszystkich dotychczasowych przekonań, odrzucić wszystko, co wiemy o świecie i o sobie, wyzbyć się poczucia osobowego ja, by zbudować siebie na nowo.

Moim celem jest pokazać ci, że w tobie jest siła i moc osiągania, moc urzeczywistnienia szczęścia i wyzwolenia, abyś wychodząc ku światu, mógł przemawiać do niego jako swój własny autorytet zrodzony z doświadczenia – pisze autor.

Cytaty z ksiązki:

Chciałbym wskazać wam drogę i wzbudzić w was niezbędną siłę do samodzielnego odkrywania waszych źródeł wielkości, waszych źródeł szlachetności, rozwijania waszych aspiracji i pragnienia osiągnięcia wyzwolenia i szczęścia. Aby tego dokonać i objaśnić wam, co rozumiem pod pojęciem wyzwolenia i szczęścia, muszę was poprosić, byście odłożyli na bok swoje koncepcje i weszli do świata moich myśli i uczuć. Tylko tak możecie zrozumieć z mojej perspektywy, czym jest wyzwolenie i szczęście. Aby pobudzić was do głębszego zastanowienia, do poszukiwania tego w sobie, opowiem wam pewną historię.

Pewnego razu zapłonął wielki ogień o strzelistych płomieniach sięgających nieba. Wystrzelały z niego iskry, a z jednej z tych iskier stworzona została istota ludzka. Była to istota ludzka, którą nazwiemy tymczasem Krishnamurtim. Wybieram tę historię, ponieważ dobrze znam Krishnamurtiego i będę rozważał tę postać bezosobowo, prosząc, byście postępowali tak samo. Zanim zacznę opowiadać, chciałbym też, byście odłączyli się od tego, co w was indywidualne, dzięki czemu będziecie mogli badać siebie samych w taki sam sposób, w jaki ja będę badał Krishnamurtiego.

(…)

Ta iskra przez eony czasu, w nieskończenie długim czasie, osiągnęła postać ludzką. Na początku był to człowiek pierwotny. Podobnie jak inni ludzie pierwotni i barbarzyńcy, miał on tylko jedno pragnienie zaspokajania swoich potrzeb fizycznych; ulegał pragnieniom ciała, przyjemnościom ciała; istnienie życia, jego cel i kres tkwiły dla niego w samym zaspokajaniu pragnień i potrzeb ciała. Poprzez wiele wcieleń uczył się, cierpiał, uczył się zdobywania, posiadania, gromadzenia wszystkiego dla siebie. Nie czuł się szczęśliwy, dopóki nie zgromadził bogactwa, dopóki nie zgromadził jak najwięcej nietrwałych rzeczy. Tkwił w ignorancji przypominającej zimę. Ponieważ wciąż pozostawał na początkowym etapie ewolucji, który możemy nazwać młodością, miał tylko jeden cel, a było nim zaspokajanie potrzeb ciała i dostarczanie mu przyjemności. Jednakże czas płynął, a człowiek ten zaczął doświadczać smutku, który uświadomił mu prawa rządzące społecznością, prawa służące dobru wszystkich. Przestrzegając tych praw i wypełniając je, nauczył się odróżniać to, co prawdziwe i trwałe, od tego, co fałszywe i ulotne. Przekonał się, że łamanie tych praw jest źródłem cierpienia. Zdobywał doświadczenie w kolejnych swoich wcieleniach, aż osiągnął poziom rozwoju istoty cywilizowanej. Przez wiele eonów upływającego czasu, przez lata cierpienia i tęsknoty za ucieczką od tego wszystkiego, co w oczach świata jest najważniejsze dla dobrostanu i poczucia szczęścia istot ludzkich, poszukiwał wiedzy. Ponieważ, powiedział sobie, dokądkolwiek się udam, gdziekolwiek zamieszkam, odkrywam niedolę, ponieważ zamęt panuje w świecie zewnętrznym i we mnie samym, aby od niego uciec, aby wyzwolić się z ograniczeń, z poczucia nieszczęścia, muszę się stąd wydostać, muszę wędrować i poszukiwać tego, co jest trwałe, tego, co jest niezmienne.

(…)

Zaczął więc szukać swojego szczęścia u innych ludzi, od nich oczekiwał uczucia, miłości, tego, że wskażą mu to, co powinien czcić. Poszukując niezmiennej prawdy zatracał się w świątyniach, ceremoniach, u ołtarzy, zagubił się pośród tego wszystkiego, co nas ogranicza i pęta, lecz wciąż nie czuł satysfakcji, wciąż towarzyszyła mu potrzeba buntu. Pragnął wydobyć się z tych świątyń budowanych przy drodze prowadzącej na szczyt góry. Paliło go pragnienie odkrycia tego, co tkwiło za wizerunkiem kultu, co było poza wzrokiem i umysłem tego wizerunku, jaki przed nim stawiano, któremu oddawał cześć w kolejnych wcieleniach. Aby odkryć to, co było ukryte przed wzrokiem, co tkwiło w głębi serca tego wizerunku, doświadczał wielkiego smutku, wielkich rozczarowań i wielkiej tęsknoty. Krok po kroku, poprzez wykluczenie, udrękę, głód, towarzyszące mu w kolejnych istnieniach, nauczył się kontrolować swoje ciało i jednocześnie ćwiczyć swoje emocje i umysł. Bo kiedy te nie współpracują ze sobą, kiedy nie są skoordynowane, nie są połączone, panuje niezgoda i nikt nie może się czuć dobrze.

Jak rybak wyprawiający się w morze, by łowić ryby, zaczął gromadzić doświadczenia i w ten sposób złapał się we własne sieci. Musiał się z nich wyswobodzić, by odzyskać wolność, musiał wejść w ten ogień będący esencją wszelkiego doświadczenia. Krok po kroku ten człowiek, którego nazywacie Krishnamurtim, który rozpoczął swoją wędrówkę jako pojedyncza iskra, istniejąca oddzielnie od płomieni, nauczył się poprzez wielkie doświadczenia odnajdować poczucie jedności z wielkim ogniem.

(…)

Ponieważ ja odnalazłem swoje szczęście, odnalazłem swoje ukojenie, swój spokój, bo połączyłem się z moim Umiłowanym, chciałbym, żebyście zrobili to samo. Aby to osiągnąć, aby poczuć tę jedność z Umiłowanym, musicie mieć mocne i czyste serce, jasny i spokojny umysł. I jak słońce świeci dla wszystkich, a jego promienie padają zarówno na stokrotkę, jak i na najwyższe drzewo w lesie, pomaga im ono się rozwijać, tak Umiłowany przebywając z wami, pomoże wam rozwinąć się w pełni, niezależnie od tego, na jakim poziomie ewolucji jesteście.

Bo taki jest cel życia: zacząć od bycia iskrą płomienia, gromadzić doświadczenie i ostatecznie na powrót połączyć się z płomieniem dla zniszczenia indywidualnego ja. Szczęśliwy ten, kto połączył się z Umiłowanym. Szczęśliwy, ponieważ będzie mógł pomagać innym, bo będzie mógł czerpać z wody życia, by napoić spragnionych, tych, którzy są w potrzebie.

Tak więc, przyjacielu, chciałbym, byś zrozumiał na początku, że szczęście nie zależy od innego człowieka, lecz od ciebie. Moją głęboką tęsknotą było połączenie się z Umiłowanym i ta tęsknota została zaspokojona, ponieważ była moim celem od najdawniejszych czasów. Teraz, kiedy Umiłowany jest z tobą, kiedy możesz ujrzeć tę wizję, zatrzymać ją na zawsze w swoim sercu i umyśle, chciałbym, byś odłożył na bok i zniszczył to wszystko, co cię oddziela, i stał się jednością z Umiłowanym. To jest wielka szansa, wielka możliwość, jeśli tylko odnajdziesz w sobie wystarczającą siłę i żarliwość.

Moim celem jest pokazać ci, że w tobie jest siła i moc osiągania, moc urzeczywistnienia szczęścia i wyzwolenia, abyś wychodząc ku światu, mógł przemawiać do niego jako swój własny autorytet zrodzony z doświadczenia.

(…)

Przekonasz się, że ludzie – na całym świecie – poszukujący tego królestwa, o którym wiedzą, że mieszka w ich wnętrzu, przypominają motyle przelatujące z kwiatu na kwiat i zbierające nektar. Niezmiennie patrzą przed siebie, nieustannie szukają tego szczęścia, tego piękna, tego komfortu, tego wyzwolenia w ich przejawach zewnętrznych. Wędrując w świecie cieni, dają się pochwycić w sieci tego, co nierzeczywiste, i odtąd zaczynają tworzyć swoją karmę. Zbierają to, co zasiali, zbierają owoce wszystkich swoich czynów. Nie mogą przed tym uciec, dlatego tkwią w pułapce świata rzeczy ulotnych: przechodzą od jednego smutku do drugiego, od wielkiego smutku do innego wielkiego smutku, od małych przyjemności do wielkich przyjemności. Podczas gdy smutek i ulotne przyjemności zamykają ich w klatkach, nie mogą wejść do tego królestwa, w którym panuje wieczne szczęście.

To królestwo szczęścia nie leży w świecie manifestacji, w którym panują cienie i rozpad, lecz w każdym z was. Musicie zwrócić się ku sobie i w sobie go poszukiwać. Jak kwiat zawiera w sobie aromat, jak kwiat ukrywa w sobie boskość, tak w każdym z was leży królestwo szczęścia, niezależnie od tego, na jakim etapie ewolucji jesteście, jak wielki odczuwacie żal, jakie dotknęło was cierpienie. Skoro raz odkryliście je w sobie, możecie przechodzić od tego, co rzeczywiste, do tego, co nierzeczywiste.

(…)

W tym właśnie tkwi wielkość chwili, bo nadejdzie niewiele letnich dni, dni, kiedy będziesz mógł zebrać siano z pola, kiedy będziesz mógł przygotować swój dom i uporządkować go, by przyjąć Gościa; ponieważ przekonasz się, że Umiłowany jest tobą – uszlachetnionym, pełnym chwały, tobą doskonałym. A kiedy Go odnajdziesz w swoim sercu i kiedy trwale zamieszka On w twoim umyśle, wejdziesz do tego królestwa szczęścia, które jest wieczne, osiągniesz to wyzwolenie, które nie zna ograniczeń.

Tak więc ci, którzy szukają szczęścia i wyzwolenia, muszą udać się w podróż wewnętrzną, muszą szukać i odnaleźć swoje królestwo. A kiedy już je odnajdą, przekonają się, że jest to królestwo dla wszystkich – bo wszyscy poszukują, wszyscy cierpią i odczuwają smutek. Ci zaś, którzy napili się z tego źródła, którzy wykształcili w sobie mądrość poprzez doświadczenie, mogą z niego wyjść, by przekazać cierpiącym to trwałe szczęście, które jest wyzwoleniem.

(…)

Było mi dane, jak już mówiłem, jako człowiekowi, osiągnąć pewien poziom rozwoju, z którego mogę postrzegać życie inaczej niż zwykły człowiek, nad którym życie, które zawładnęło większością ludzi, nie zawładnęło mną, bo rozumiem je w jego prostocie i czystości. Dane mi było osiągnąć to szczęście i to wyzwolenie! Bo to w uwolnieniu, w wyzwoleniu się ze wszystkich ograniczających odczuć, z całego smutku, cierpienia i żalu, człowiek naprawdę osiąga wieczne szczęście. Moim celem jest przekazanie tego zrozumienia, udostępnienie wody życia spragnionym, i dokonam tego niezależnie od tego, za kogo mnie uznajecie. To na skutek tego intensywnego, palącego pragnienia dawania chciałbym zaprosić was do mojego serca i przekazać wam swoje zrozumienie. Prawda leży w obdarowywaniu innych szczęściem, tym trwałym szczęściem, które wyzwoli ludzi z ich cierpienia, z ich małości, z ich ograniczeń i uprzedzeń. Potrafię tego dokonać, ponieważ bije we mnie źródło. Nie kłóćmy się więc, nie spierajmy się o słowa. Liczy się tylko to, byście zrozumieli prawdę, ponieważ cierpicie, ponieważ pragniecie odnaleźć tę prawdę, którą ja odnalazłem, ponieważ jesteście uwięzieni w kole narodzin i śmierci i pragniecie się wyzwolić z jego ograniczeń.

(…)

Jaki jest cel życia? Dlaczego cierpicie? Dlaczego odczuwacie ból? Dlaczego płaczecie? Dlaczego musicie się kontrolować? Dlaczego musicie się zmagać? To proces ewolucji od samego początku, od początków istnienia ziemi, od czasu, gdy iskra rozpoczęła własną trajektorię rozwoju. Wspinając się na szczyt góry, gromadzi różne niepotrzebne rzeczy i poprzez to gromadzenie tworzy karmę. Dopiero potem stopniowo, podążając wciąż w górę, zaczyna je odrzucać, upraszcza swoje życie, aż łączy się z płomieniem, staje się samą prawdą. Z płomieni wyszliście i powrócicie w płomienie, połączycie początek i koniec. Celem życia jest zatracenie poczucia odrębnego ja, tego, co rozpoczęło podróż jako oderwana iskra. Kiedy go osiągniecie, zamieszka w was prawda, staniecie się częścią prawdy, sami staniecie się prawdą.

(…)

Musicie odkryć tę prawdę, która mieszka w każdym z was, a ja posiadam moc udzielenia wam zachęty, jak słońce, które opromienia tak samo stokrotkę, jak i różę. Jeśli macie w sobie tęsknotę, jeśli posiadacie wystarczające zrozumienie i cel, zrozumiecie prawdę w jej czystej postaci, w jej prostocie; jeśli jednak jesteście skomplikowani, zniekształcicie ją. Rzeka, która płynie wijącym się nurtem do morza, karmi wszystkich ludzi na całym świecie, nie zastanawia się, czy mają skórę brązową, czarną, białą, czy żółtą. Pamięta jedynie o tym, że musi zachować swoje źródło żywe i nieskażone, aby ludzie przychodzący nad jej brzegi mogli się z nich napić, by mogły z niej czerpać drzewa wrastające korzeniami głęboko w ziemię. Rzeka nie martwi się tym, że człowiek zanieczyszcza jej wody swoimi maszynami, nie martwi się ludzkimi problemami.

(…)

W dawnych czasach człowiek chronił się przed zamętem i zgiełkiem świata, wycofywał się do świata rzeczywistego, by szukać tam spokoju i szczęścia. Poświęcał się poszukiwaniu, odkrywaniu, nawiązywaniu kontaktu z sobą samym, by dzięki temu wejść do królestwa, w którym panuje szczęście i wyzwolenie. Ale dzisiaj, w świecie, który wymaga od was rozwoju w dziedzinie materii i duchowości jednocześnie, musicie pozostać w tym świecie, to w tym świecie bowiem odnajdziecie swoje wyzwolenie i szczęście. Budując coś w świecie materii, musicie jednocześnie budować swoją siłę duchową, duchową determinację, pozostając odłączonymi od tego procesu budowania. Artysta malujący obraz nie jest przywiązany do swojego dzieła, skupia się wyłącznie na ekspresji swoich idei, na nadawaniu im materialnego kształtu na płótnie. Ukończywszy pracę, uwalnia się od niej. Podobnie powinni czynić ci z was, którzy wciąż poszukują, wciąż idą, chcąc odnaleźć wejście do tego wymiaru szczęścia i prawdy w każdym z nas. Jesteście zmuszeni żyć w świecie form, w świecie manifestacji, świecie nierzeczywistym, w którym pracując, musicie odnaleźć to, co rzeczywiste.

(…)

Był czas, kiedy Krishnamurti jako człowiek pragnął doświadczyć wyzwolenia, ale podobnie jak wszyscy ludzie był przywiązany do błędnego koła swoich pragnień, do posiadanej wiedzy, do swoich drobnych oszustw i iluzji. Ponieważ pragnął dotrzeć do prawdy, która jest celem życia, ponieważ chciał zburzyć mur oddzielający go w jego ignorancji od prawdy, cierpiał, był przywiązany do koła narodzin i śmierci. Ale dzisiaj trawią go płomienie wyzwolenia i szczęścia, nie istnieje już jako odrębna istota uwikłana w swoje pragnienia, swoje kreacje, skupiona na wyrażaniu siebie, ponieważ stał się jednym ze swoim Umiłowanym.

(…)

Pragniesz komfortu, czegoś treściwego, pragniesz wiedzy i mądrości. Ale, przyjacielu, ta wiedza, treść, mądrość, przychodzą tylko wtedy, gdy potrafisz zobaczyć prawdę w całej jej nagości, kiedy potrafisz utożsamić się z tą prawdą, żyć wraz z nią. Ale ci, którzy rozumieją tę prawdę, tę prawdę o szczęściu i wyzwoleniu, muszą odłożyć na bok to wszystko, co zgromadzili, te wszystkie rzeczy, które wyrastając, zakrywały prawdę. Chciałbym, byście odnaleźli tę prawdę samodzielnie, by wypływała ona z waszego zrozumienia, z waszych dzieł, tak samo jak z mojego zrozumienia, z moich dzieł. Bo autorytet jest jak chmura. Zaciemnia, nie rozjaśnia, ukrywa oblicze góry i dlatego to, co darzycie czcią, jest ukryte. Wy jednak powinniście dbać o to, by wszystko się przed wami otwierało, by wasze zrozumienie było jasne i precyzyjne. Wtedy odkryjecie prawdę.

(…)

Podobnie jak wszyscy, Krishnamurti w przeszłości poszukiwał, był posłuszny, oddawał cześć bogom. Z czasem jednak, kiedy jego udziałem stało się cierpienie, zapragnął odkryć rzeczywistość ukrytą za obrazem, za zachodem słońca, za wizerunkiem, za każdą filozofią, za każdą religią, każdym wyznaniem, organizacją. Aby dokonać tego odkrycia, aby zrozumieć, musiał trwać przy tym, co nierzeczywiste, co nieprawdziwe, zanim, krok po kroku, nauczył się przechodzić obojętnie obok wszystkich tych świątyń, które narzucają nam ograniczenia, które nas pętają, obok wszystkich bogów, którzy domagają się czci. Przechodząc obok tego wszystkiego dotarł do miejsca, w którym wszystkie religie, wszystkie uczucia, zostają wypalone, gdzie nie ma już miejsca dla kultu, gdzie wszystkie pragnienia obracają się w niwecz, gdzie odrębne ja zostaje oczyszczone w procesie jego unicestwienia. To dlatego, że przeszedłem przez te wszystkie etapy, mogę teraz być autorytetem w dziedzinie mojego doświadczenia, posiadanej wiedzy, i mogę przekazać wam tę wiedzę, to doświadczenie.

(…)

Musicie więc mieć spokojne serce, serce otwarte na miłość, lecz zarazem wolne od przywiązania, niekierujące się tym, co osobiste. Miłość jest podstawą, bo to dzięki niej wzrastacie, żyjecie jak wolny ptak na niebie, pełen nieprzerwanej radości. Takie samo musi być serce wezbrane uczuciem, lecz niech pozostanie ono wolne od przywiązania do tego, co osobiste, niech obdarza swoim uczuciem wszystkich ludzi, nie tylko wybranych, nie tych, którzy przynależą do określonej grupy.

Musicie mieć także doskonałe ciało dzięki zrozumieniu; bo pozbawieni czystego, pięknego ciała, będziecie chorowali. Kiedy zatem wasze umysły, emocje i ciała będą doskonale ze sobą współpracować, kiedy będą wspierać się nawzajem, rozwijać się nawzajem, zachęcać, zasłona oddzielająca was od prawdy zostanie zniszczona. Wtedy nadejdzie to, czego pragniecie, komfort zrozumienia, nie komfort stagnacji. Jak leśne stawy, nad którymi nie wieją wiatry, gdzie nie rozwija się życie, nie przelatują ptaki, lecz pokrywa je zielony dywan rzęsy, do których nie przychodzą spragnione zwierzęta, przy których nie szuka wytchnienia człowiek i w których nie przegląda się niebo, taki jest umysł, uczucie i ciało w nieprzerwanym poczuciu komfortu. Jednakże w chwili, w której zapragniecie zrozumienia, zapragniecie odnaleźć w sobie prawdę, staniecie się jak roztańczone morskie fale, będziecie mogli zachować swój spokój, doświadczać chwil ukojenia, lecz być jednocześnie jak rzeki w korowodzie tanecznym zdążające ku morzu.

ISBN 13: 978-83-66388-57-4
EAN: 9788366388574

Dodatkowe informacje

Waga 200 g
Wymiary 14.5 × 20.5 cm
Autor

Jiddu Krishnamurti

Książka

okładka miękka

Objętość

42 strony