Paramhansa Jogananda
Autobiografia jogina
Tom 1

49,00 

Wierne tłumaczenie oryginalnego pierwszego wydania

To jedna ze stu najlepszych książek z dziedziny duchowości. Jest jednym z najlepiej sprzedających się tytułów z zakresu filozofii Wschodu wszech czasów wydanym w milionach egzemplarzy. Arcydzieło Joganandy zostało nazwane jedną z najwspanialszych i najbardziej wpływowych książek dwudziestego wieku.
SKU: 1016947 Kategoria:

Opis

Prezentowany tutaj tekst to wierne tłumaczenie oryginalnego wydania z 1946 roku, wolne od zmian dokonanych po śmierci autora. Paramhansa Jogananda był pierwszym indyjskim Mistrzem jogi, który na tak wielką skalę nauczał na Zachodzie. Dowiadujemy się tutaj z pierwszej ręki o jego doświadczeniach w Indiach, objawieniach z dzieciństwa, historiach wizyt u Świętych i Mistrzów oraz o utrzymywanych we wielkiej tajemnicy naukach jogi i samorealizacji, które po raz pierwszy zostały udostępnione zachodniemu czytelnikowi. Książka  wręcz emanuje miłością do Boga, przemawia bezpośrednio do duszy, uświadamia ludziom moc Boga w sobie, inspiruje do życia dla wyższego celu. Jest to połączenie biografii i naukowej refleksji nad najgłębszymi tajemnicami życia, to klasyczny tekst, który przybliżył milionom ludzi na Zachodzie nauki medytacji. Steve Jobs przeczytał to dzieło w wieku 19 lat, miał na swoim iPadzie tylko tę jedną książkę, czytał ją regularnie, a jej egzemplarz był prezentem dla każdego z ludzi, którzy przybyli na jego pogrzeb z przesłaniem – „Realizuj siebie”.

Cytaty z ksiązki:

Pradawne cechy charakterystyczne kultury Indii to poszukiwanie najwyższych prawd oraz towarzysząca mu relacja uczeń – guru. Moja ścieżka zawiodła mnie do podobnego Chrystusowi mędrca, którego piękne życie podlegało wielowiekowemu kształtowaniu i uszlachetnianiu. Był to jeden z wielkich mistrzów stanowiących obecnie jedyne już bogactwo Indii. Mistrzowie ci przychodzili na świat w każdym pokoleniu, by ochronić swój kraj przed losem Babilonii i Egiptu.

(…)

– Jesteś – Sri Yukteswar powitał mnie siedząc na tygrysiej skórze rozłożonej na podłodze salonu z balkonem. Powiedział to chłodno, nie okazując emocji.

– Tak, drogi mistrzu, przybyłem, by się od ciebie uczyć – ukląkłem i dotknąłem jego stóp.

– Jak to możliwe? Ignorujesz moje życzenia.

– Już nigdy tego nie zrobię, gurudżi! Twoje życzenie będzie dla mnie rozkazem.

– Tak już lepiej! Teraz mogę przyjąć odpowiedzialność za twoje życie.

– Chętnie oddam ten ciężar, mistrzu.

– W takim razie przede wszystkim proszę, abyś powrócił do rodzinnego domu. Masz podjąć naukę w college’u w Kalkucie. Kontynuować edukację.

– Dobrze, panie – ukryłem konsternację. Czyżby nieszczęsne książki miały mnie prześladować latami? Najpierw ojciec, a teraz Sri Yukteswar!

– Pewnego dnia wyruszysz na Zachód. Tamtejsi ludzie chętniej będą słuchać starożytnej mądrości Indii, jeśli ich hinduski nauczyciel będzie miał wykształcenie uniwersyteckie.

– Ty wiesz najlepiej, gurudżi – już nie czułem przygnębienia. Wzmianka o podróży na Zachód zaintrygowała mnie, choć była to odległa perspektywa. Znacznie ważniejsza w tej chwili wydała mi się okazja do zadowolenia mistrza okazanym mu posłuszeństwem.

(…)

– Opowiem ci kilka, każdą z morałem! – w oczach Sri Yukteswara zamigotały ostrzegawcze iskierki. – A zatem moja matka próbowała mnie kiedyś przestraszyć, opowiadając mi bardzo sugestywnie o duchu w ciemnym pokoju. Poszedłem tam natychmiast i byłem bardzo rozczarowany, że go nie zobaczyłem. Od tamtej pory mama już nigdy nie opowiadała mi strasznych historii. Morał: konfrontuj się z lękiem, a nie będzie cię dręczył.

(…)

Następnego ranka Sri Yukteswar postanowił udzielić mi inicjacji krija jogi. Była to technika, którą już poznałem od dwóch uczniów Lahiriego Mahasayi – od mego ojca i od nauczyciela, swamiego Kebalanandy. Dopiero w obecności mistrza jednak poczułem jej transformującą moc. Kiedy mnie dotknął, opromieniło mnie wielkie światło, niczym chwała niezliczonych słońc świecących jednocześnie. Strumień niewypowiedzianej błogości oblał moje serce i nasycił każdą jego cząstkę. Ten stan utrzymywał się jeszcze następnego dnia. Dopiero późnym popołudniem zmusiłem się do tego, by opuścić pustelnię.

(…)

W cichych godzinach wieczornych mistrz często wygłaszał rozprawy, prawdziwe ponadczasowe perły mądrości. Starannie ważył każde słowo, cyzelował je. Subtelna pewność znaczyła jego sposób ekspresji: było to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Mówił tak, jak nikt, kogo znałem. Jego myśli cechowała subtelna równowaga. Zawsze doskonale wiedział, o czym mówi. Istota prawdy, wszechobecna nawet w aspekcie fizjologicznym, wypływała z niego niczym zapach sączący się z duszy. Byłem zawsze świadomy faktu, że przebywam w obecności żywej manifestacji Boga. Ciężar jego boskości sprawiał, że chyliłem przed nim czoło.

(…)

Zawsze byłem poruszony dotykiem świętych stóp Sri Yukteswara. Jogini nauczają, że uczeń zostaje duchowo namagnetyzowany pełnym szacunku kontaktem z mistrzem; wytwarza się wówczas pomiędzy nimi subtelny prąd. Niepożądane nawyki-mechanizmy w umyśle adepta często zostają wówczas wypalone, zaś bruzdy jego ziemskich skłonności miłosiernie zasypane. Uczeń może wówczas choć na krótko zajrzeć pod sekretne zasłony Mai i ujrzeć rzeczywistość błogości. Moje całe ciało zaczynało promieniować blaskiem, gdy klękałem na wzór hinduski przed moim guru.

(…)

Mistrz mówił płynnie po angielsku, francusku, bengalsku i w hindi; władał także sanskrytem. Cierpliwie uczył swoich młodych uczniów angielskiego i sanskrytu według opracowanej przez siebie metody stosującej skróty.

Troszczył się o swoje ciało, jednocześnie zupełnie się do niego nie przywiązując. Nieskończoność, jak zaznaczał, manifestuje się prawidłowo poprzez zdrowie fizyczne i psychiczne.(…)

Mistrz był najwyraźniej usatysfakcjonowany moim postępem duchowym, bowiem rzadko o nim coś napomykał; w innych kwestiach jednak moje uszy często słyszały jego reprymendę. Moimi wadami głównymi było roztargnienie, popadanie w melancholijne nastroje, nieprzestrzeganie określonych reguł etykiety i od czasu do czasu działanie bez metody.

(…)

Różni nauczyciele, których spotykałem we wcześniejszym okresie mojego życia, przekazali mi kilka błędów. Czeladnik, jak mi mówiono, nie musi się troszczyć o obowiązki tego świata; kiedy zaniedbywałem lub wykonywałem nieuważnie moje obowiązki, nie byłem karcony. Natura ludzka przyjmuje podobne twierdzenia z ochotą. Pod bezlitosną rózgą mistrza jednak szybko wyleczyłem się z tej iluzji braku odpowiedzialności.

(…)

Mój guru nie dawał się przekupić, nawet miłością. Nie okazywał pobłażliwości nikomu, kto jak ja był gotów zostać jego uczniem. Niezależnie od tego, czy znajdowaliśmy się w towarzystwie innych jego uczniów, czy obcych ludzi, albo czy byliśmy sami, zawsze zwracał się do mnie wprost i surowo mnie łajał. Rejestrował każdą moją płytką lub niekonsekwentną myśl. Czasem trudno było mi znieść to surowe traktowanie, ale postanowiłem pozwolić Sri Yukteswarowi wygładzić wszystkie moje psychologiczne wady. Kiedy pracował nad tą tytaniczną transformacją, wiele razy podskakiwałem pod uderzeniem ciężkiego młotka jego dyscypliny.

(…)

– Jeśli nie podoba ci się to, co mówię, masz prawo odejść w każdej chwili – zapewniał mnie mistrz. – Nie chcę od ciebie nic poza poprawą. Zostań tylko wtedy, jeśli czujesz, że jest to dla ciebie korzystne.

Za każdy pokorny cios, który spadał na moją próżność, za każdy wybity ząb w metaforycznej szczęce jestem mu wdzięczny ponad wszelkie wyobrażenie. Nie sposób postępować łagodnie chcąc wykorzenić rdzeń ludzkiego egotyzmu. Wraz z jego wyrwaniem jednak powstaje wolny kanał dla przepływu Boskości, która na próżno próbuje przeniknąć kamienne serce egoizmu.

(…)

Ale boskie wglądy bywają bolesne dla ziemskich uszu. Mistrz nie był popularny wśród fałszywych uczniów. Mądrzy, zawsze mniej liczni, głęboko go szanowali. Ośmielam się twierdzić, że Sri Yukteswar byłby najbardziej poszukiwanym guru w Indiach, gdyby jego słowa nie były tak szczere i surowe.

– Jestem surowy dla tych, którzy proszą mnie o naukę – przyznał mi. – Można się z tym zgodzić albo nie. Nigdy nie idę na kompromis. Ty byłbyś znacznie łagodniejszy dla swoich uczniów, bo taka jest twoja droga. Bywam bezwzględny, ponieważ pragnę ich oczyszczenia, wykraczam poza przeciętny poziom tolerancji. Delikatne podejście pełne miłości ma moc transfiguracji. Sztywne, surowe metody są równie skuteczne, gdy stosuje się je mądrze. Pojedziesz zagranicę, gdzie śmiałe ataki na ego nie są akceptowane. Nie sposób przekazywać mądrości Indii na Zachodzie, nie mając w sobie cierpliwości i pobłażliwości.

Nie umiem wyrazić, jak bardzo prawdziwe okazały się później te słowa mistrza!

Chociaż bezlitosna szczerość Sri Yukteswara nie przysporzyła mu wielu wyznawców w latach spędzonych na ziemi, jego żywy duch manifestuje się dzisiaj na świecie dzięki żarliwym adeptom jego krija jogi oraz innych nauk. Sprawuje on większą władzę nad ludzkimi duszami niż ta, o jakiej śniło się Aleksandrowi Wielkiemu.

(…)

Nowi uczniowie często dołączali do Sri Yukteswara, krytykując innych bez umiaru. Mądrzy jak guru! Modelowe przykłady bezbłędnej oceny! Ale ten, kto atakuje innych, musi umieć się bronić. Ci sami uczniowie czmychali, gdzie pieprz rośnie, kiedy tylko mistrz publicznie wygłaszał bezlitosne uwagi pod ich adresem.

– Wrażliwa słabość wewnętrzna buntuje się pod łagodnym dotykiem krytyki. Jest jak chory narząd, który kurczy się, gdy ktoś go delikatnie opatruje – w taki oto pobłażliwy sposób Sri Yukteswar mówił o tych, którzy schodzili mu z oczu.

Są uczniowie, którzy poszukują guru podobnego do nich. Tacy uczniowie często narzekali, gdy nie umieli zrozumieć Sri Yukteswara.

(…)

Uczniowie przychodzili i zazwyczaj odchodzili. Ci, którzy szukali ścieżki słodkiego współczucia i wygodnych odkryć, nie znajdowali jej w tej pustelni. Mistrz oferował schronienie i przewodnictwo na eony lat, ale wielu nieszczęsnych uczniów pragnęło również balsamu dla ego. Odchodzili, przedkładając życie pełne niezliczonych upokorzeń nad pokorę. Jasne promienie mistrza, otwarte i penetrujące promienie słoneczne jego mądrości, były zbyt silne dla ich duchowej choroby. Szukali słabszego nauczyciela, który, zarzucając ich pochlebstwami, pozwoliłby im smacznie chrapać w ignorancji.

(…)

W pierwszych miesiącach spędzonych z mistrzem bardzo się bałem jego surowych uwag. Wygłaszał je, jak się szybko przekonałem, jedynie pod adresem tych, którzy chcieli słuchać jego bezlitosnej analizy. Jeśli jakiś wijący się uczeń protestował, Sri Yukteswar zapadał w milczenie wolne od urazy. To, co mówił, nigdy nie było podyktowane gniewem, ale bezstronną mądrością.

Wgląd mistrza nie był przeznaczony dla nieprzygotowanych uszu przygodnych gości; rzadko też komentował jakieś ich wady, nawet jeśli rzucały się w oczy. Ale wobec tych uczniów, którzy prosili go o radę, Sri Yukteswar czuł wielką odpowiedzialność. Odważny zaiste jest guru, który podejmuje się transformacji surowej rudy przesiąkniętej ego ludzkości! Odwaga świętego ma swoje korzenie w jego współczuciu dla potykającego się, niewidzącego świata.

Kiedy przestałem się czuć urażony jego komentarzami, odkryłem, że wyraźnie złagodniał wobec mnie. W bardzo subtelny sposób mistrz przestał mnie krytykować. Z czasem udało mi się uwolnić zza wszystkich murów racjonalizacji i podświadomej rezerwy, za którymi często chowa się ludzka osobowość. Nagrodą był niewymagający wysiłku stan harmonii z moim guru. Odkryłem wówczas, że jest on ufny, rozważny i pełen cichej miłości. Nie okazywał tego jednak, ani słowem nie wyrażając swoich uczuć.

(…)

Mój związek ze Sri Yukteswarem, pod pewnymi względami nigdy niedoprecyzowany, mieścił w sobie jednak wszelkie określenia. Często odkrywałem jego milczący podpis pod moimi myślami, który sprawiał, że wypowiadanie słów stawało się zbędne. Siedząc w milczeniu obok niego czułem, jak jego wielkie bogactwo spływa na mnie spokojnym strumieniem.

(…)

Mój guru tworzył swobodne relacje z uczniami, zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami, traktując wszystkich jak własne dzieci. Dostrzegał ich równość na poziomie duszy, nigdy zatem nie bywał stronniczy.  Sri Yukteswar nigdy nie unikał kobiet ani nie zarzucał im, że są uwodzicielskie. Mawiał, że mężczyźni również są pokusą dla kobiet. Kiedyś zapytałem mego guru, dlaczego wielki starożytny święty nazwał kobiety „bramą piekieł”.

– Pewnie jakaś dziewczyna mocno zakłóciła w młodości spokój jego umysłu – odparł zgryźliwie. – W przeciwnym razie przyznałby się do niedoskonałości w dziedzinie samokontroli.

Jeśli któryś z gości ośmielał się opowiedzieć jakąś sugestywną historię w pustelni, mistrz zachowywał obojętne milczenie.

– Nie pozwalajcie, by batożył was prowokacyjny bicz pięknej twarzy – mówił swoim uczniom. – Czy niewolnicy zmysłów mogą cieszyć się światem? Jego subtelne smaki giną, podczas gdy oni pełzają w pierwotnym bagnie. Wszystkie subtelne różnice umykają człowiekowi ogarniętemu prymitywnym pożądaniem.

Uczniowie pragnący uciec przed dualistyczną iluzją Maji otrzymywali od Sri Yukteswara cierpliwą i pełną zrozumienia poradę.

– Tak jak celem jedzenia jest zaspokojenie głodu, nie łakomstwa, tak instynkt płciowy ma na celu przedłużenie gatunku zgodnie z prawem naturalnym, a nie rozniecanie nienasyconych żądz – mówił. – Już teraz zduś w sobie złe pragnienia, w przeciwnym razie podążą za twoim ciałem astralnym, gdy oderwie się ono od fizycznego. Nawet gdy ciało jest słabe, umysł powinien być stale czujny. Jeśli pokusa atakuje cię z okrutną siłą, pokonaj ją bezosobową analizą i niezwyciężoną wolą. Każdą fizyczną namiętność można opanować.

– Pielęgnujcie w sobie moc. Bądźcie jak pojemny ocean, wchłaniający wszystkie podległe mu rzeki zmysłów. Małe pokusy są otworami w rezerwuarze twego spokoju wewnętrznego, z których wycieka uzdrawiająca woda, by wyschnąć na pustyni materializmu. Silny, pobudzający impuls pożądania jest największym wrogiem ludzkiego szczęścia. Idź przez świat jako lew samokontroli, a zobaczysz, że żaby słabości nie mają do ciebie dostępu.

Wierny wyznawca zostanie ostatecznie uwolniony od instynktownych popędów. Transformuje on swoją potrzebę ludzkiego uczucia w aspiracje dotyczące jedynie Boga, w miłość jedyną, bo wszechobecną.

(…)

Pośród filozofów, prawników i uczonych, którzy odwiedzali pustelnię, wielu przybywało po raz pierwszy z oczekiwaniem, że ujrzą ortodoksyjnego wyznawcę religii. Ich zarozumiałe uśmieszki lub rozbawione spojrzenia zdradzały nieraz, że goście spodziewali się usłyszeć tam kilka wzniosłych banałów. Potem jednak ociągali się z opuszczeniem pustelni, co musiało świadczyć o tym, że Sri Yukteswar wykazywał się precyzyjną znajomością ich specjalności.

Mój guru zazwyczaj był delikatny i przyjazny gościom; witał ich z czarującą serdecznością. A jednak zatwardziali egoiści doznawali czasem trzeźwiącego szoku. Napotykali na sztywną obojętność mistrza albo jego gwałtowny sprzeciw: lód albo żelazo!

(…)

Często przychodziło mi do głowy, że mój dostojny mistrz mógłby bez trudu zostać cesarzem albo wielkim wojownikiem, gdyby jego umysł koncentrował się na sławie lub ziemskich osiągnięciach. Tymczasem wybrał szturmy na wewnętrzne cytadele gniewu i egoizmu, których zburzenie wznosi człowieka.

(…)

Mistrz przekazuje boskie doświadczenie świadomości kosmicznej, kiedy jego uczeń wzmacnia w medytacji swój umysł tak bardzo, że nie wstrząśnie nim ten bezkresny obraz. Nie można tego doświadczyć dzięki samej tylko gotowości intelektualnej czy otwartości umysłu. Tylko praktyka jogi i pełne oddania bhakti może przygotować umysł, by zasymilował to wstrząsające doświadczenie wszechobecności. Doznanie to przychodzi naturalnie do wiernego wyznawcy. Jego intensywne pragnienie zaczyna przyciągać Boga z nieodpartą siłą. Pan, jako Kosmiczna Wizja, przyciągany jest przez magnetyczne uwielbienie wyznawcy do zakresu jego świadomości.

(…)

Bogiem jest wiecznie nowa radość. On jest niewyczerpany, a medytując latami sprawisz, iż omami cię swoją nieskończoną pomysłowością. Wierni tacy jak ty, którzy odnaleźli drogę do Boga, nie marzą o tym, by wymienić Go na jakieś inne szczęście; On pociąga ich ponad wszystko.

Jakże szybko nużą nas ziemskie przyjemności! Pragnienie rzeczy materialnych jest nienasycone; człowiek nigdy nie doświadcza pełnej satysfakcji i wciąż wyznacza sobie nowe cele. Tym „czymś więcej”, czego poszukuje, jest Pan, bo tylko On może podarować wieczną radość.

Tęsknoty za zjawiskami zewnętrznymi odciągają nas od raju, który jest w nas; oferują fałszywe przyjemności, które mają uosabiać szczęście duszy. Raj utracony szybko zostaje odzyskany poprzez boską medytację. Jako że Bóg jest nieprzewidywalną Wieczną Nowością, nigdy nie czujemy się Nim znużeni. Czyż można doświadczyć nadmiaru błogości, cudownie różnorodnej w całej wieczności?

(…)

Nie do pomyślenia było dla mnie życie, w którym Bóg znalazłby się na drugim miejscu. Chociaż jest On jedynym Władcą kosmosu, cicho obsypującym nas darami w każdym kolejnym życiu, to jednak pozostaje jedna rzecz, której On nie posiada, a którą każde ludzkie serce ma prawo odmówić lub dać – miłość człowieka do Boga. Stwórca, który zadał sobie nieskończenie wiele trudu, by okryć tajemnicą swoją obecność w każdym atomie stworzenia, mógł w tym mieć tylko jeden cel: pragnąć, by ludzie poszukiwali Go kierowani wyłącznie swoją wolną wolą. Jakąż aksamitną rękawiczką pokory zakrył żelazną rękę wszechmocy!

(…)

Żyje dziś w Ameryce lub w Europie wiele dusz w ciałach innych niż hinduskie, które choć być może nawet nie słyszały takich pojęć jak „jogin” czy „swami”, jest jednak ich prawdziwymi przykładami. Ich bezinteresowna służba dla ludzkości, mistrzowskie panowanie nad namiętnościami i myślami lub choćby niepodzielna miłość do Boga i wielka siła skupienia czynią z nich w pewnym sensie joginów; obrali sobie za cel samokontrolę, tak istotną w jodze. Ci ludzie mogliby osiągnąć jeszcze większe wyżyny, gdyby poznali naukę jogi, dzięki której człowiek uczy się świadomie kierować swoim umysłem i życiem.

Niektórzy zachodni autorzy wykazują się zupełnym brakiem zrozumienia, czym jest joga, ale ci, którzy ją krytykują, nigdy jej nie praktykowali. Do pogłębienia rozumienia jogi przyczynił się zaś między innymi doktor K. G. Jung, słynny szwajcarski psycholog.

(…)

Zachód zbliża się do punktu, w którym wewnętrzna nauka samokontroli zostanie uznana za równie niezbędną jak panowanie nad naturą zewnętrzną. Nowa era atomowa otrzeźwi umysły ludzkie i poszerzy ludzkie pojmowanie o obecnie bezsporną naukowo prawdę, że materia jest w rzeczywistości skumulowaną energią. Subtelniejsze siły umysłu ludzkiego mogą i muszą więc uwolnić energie większe niż te zawarte w kamieniach i metalach, w przeciwnym razie bowiem atomowy olbrzym spuszczony ze smyczy pogrąży świat w bezmyślnej destrukcji.

ISBN 13: 978-83-66388-71-0
EAN: 9788366388710

Informacje dodatkowe

Waga450 g
Wymiary14,5 × 20,5 cm
Autor

Paramhansa Jogananda

Książka

okładka miękka

Objętość

316 stron