Paramhansa Jogananda
Autobiografia jogina
Tom 2

49,00 

Wierne tłumaczenie oryginalnego pierwszego wydania

To jedna ze stu najlepszych książek z dziedziny duchowości. Jest jednym z najlepiej sprzedających się tytułów z zakresu filozofii Wschodu wszech czasów wydanym w milionach egzemplarzy. Arcydzieło Joganandy zostało nazwane jedną z najwspanialszych i najbardziej wpływowych książek dwudziestego wieku.

Brak w magazynie

SKU: 1016953 Kategoria:

Opis

Prezentowany tutaj tekst to wierne tłumaczenie oryginalnego wydania z 1946 roku, wolne od zmian dokonanych po śmierci autora. Paramhansa Jogananda był pierwszym indyjskim Mistrzem jogi, który na tak wielką skalę nauczał na Zachodzie. Dowiadujemy się tutaj z pierwszej ręki o jego doświadczeniach w Indiach, objawieniach z dzieciństwa, historiach wizyt u Świętych i Mistrzów oraz o utrzymywanych we wielkiej tajemnicy naukach jogi i samorealizacji, które po raz pierwszy zostały udostępnione zachodniemu czytelnikowi. Książka  wręcz emanuje miłością do Boga, przemawia bezpośrednio do duszy, uświadamia ludziom moc Boga w sobie, inspiruje do życia dla wyższego celu. Jest to połączenie biografii i naukowej refleksji nad najgłębszymi tajemnicami życia, to klasyczny tekst, który przybliżył milionom ludzi na Zachodzie nauki medytacji. Steve Jobs przeczytał to dzieło w wieku 19 lat, miał na swoim iPadzie tylko tę jedną książkę, czytał ją regularnie, a jej egzemplarz był prezentem dla każdego z ludzi, którzy przybyli na jego pogrzeb z przesłaniem – „Realizuj siebie”.

Cytaty z książki:

Rozerwanie zasłony Mai było zadaniem wyznaczonym ludzkości przez starożytnych proroków. Najwyższym ludzkim celem było wznieść się ponad dualizm wszelkiego stworzenia i ujrzeć jedność Stwórcy. Ci, którzy upierają się trwać w iluzji, muszą zaakceptować jej prawo polaryzacji: przypływy i odpływy, wznoszenie i opadanie, dzień i noc, przyjemność i ból, dobro i zło, narodziny i śmierć. Ten cykliczny ruch jest monotonną udręką, gdy doświadczyliśmy już kilku tysięcy narodzin w ciele ludzkim. Człowiek w końcu zaczyna spoglądać z nadzieją tam, gdzie nie pęta go przymus Mai.

(…)

Lahiri Mahasaya miał pewnego sławnego przyjaciela, swamiego Trailangę, o którym mówiono, że żyje już ponad trzysta lat. Obaj jogini często razem medytowali. Sława Trailangi sięgała tak daleko, że rzadko kto zaprzeczał opowieściom o dokonywanych przez niego cudach. Gdyby Chrystus powrócił na ziemię i przechadzał się ulicami Nowego Jorku, prezentując swoje cudowne moce, wywołałby takie samo podniecenie, jak Trailanga przechadzający się kilkadziesiąt lat temu zatłoczonymi ulicami Benares.

(…)

Awatar nie podlega wszechświatowej ekonomii; jest to czyste ciało, widzialne w postaci obrazu świetlnego, niczego niezawdzięczające naturze. Z pozoru nie ma nic nadzwyczajnego w postaci awatara, ale bliższa obserwacja ujawnia, że nie rzuca on cienia ani nie pozostawia na ziemi śladów stóp. Tylko ten Bóg-człowiek zna prawdę wykraczającą poza relatywizm życia i śmierci.

(…)

Kriszna, Rama, Budda i Patanjali to także starożytni awatarowie. Agastya, awatar z południowych Indii, był natchnieniem dla wielu twórców poezji tamilskiej. Dokonał wielu cudów w ciągu wieków poprzedzających i następujących po erze Chrystusa; mówi się, że do dzisiaj zachował swoją postać fizyczną.

Misją Babadżiego w Indiach jest wspieranie proroków w udzielaniu specjalnej dyspensy. Dlatego można go zaliczyć do przedstawianej w pismach postaci Mahavatara (Wielkiego awatara). Twierdził, że inicjował w tajniki jogi Shankarę, starożytnego założyciela Zakonu Swamich, a także Kabira, słynnego średniowiecznego świętego. Jego najważniejszym uczniem żyjącym w dziewiętnastym wieku był, jak wiemy, Lahiri Mahasaya, który przywrócił światu utraconą sztukę krija.

(…)

Mahavatar trwa w nieustannej komunii z Chrystusem; wspólnie wysyłają wibracje odkupienia, zaplanowali też duchową technikę osiągania zbawienia dla tej epoki. Dzieło tych dwóch w pełni oświeconych mistrzów – z których jeden zachował ciało, a drugi nie – ma inspirować narody do zaprzestania samobójczych wojen, do zerwania z nienawiścią na tle rasowym i z religijnym sekciarstwem oraz z powracającym jak bumerang złem materializmu. Babadżi doskonale rozumie trendy naszych czasów, szczególnie skomplikowane wpływy i złożoność cywilizacji Zachodu. Dostrzega potrzebę szerzenia nauki o samowyzwoleniu, jaką jest joga, zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie.

Nie powinien nas zaskakiwać brak historycznych zapisów na temat Babadżiego. Wielki guru nigdy nie ujawniał się w żadnym stuleciu. W jego planach nie ma miejsca dla nierozumnego wzroku gawiedzi. Podobnie jak Stwórca, będący jedyną, lecz milczącą potęgą, Babadżi pracuje w pokornym ukryciu.

Wielcy prorocy, tacy jak Chrystus i Kriszna, przychodzą na ziemię w określonym, spektakularnym celu i odchodzą z niej, kiedy tylko go osiągną. Inni awatarzy, tacy jak Babadżi, pracują nad powolnym procesem ewolucji człowieka przez wieki, nie występując w jednym niezwykłym zdarzeniu historycznym. Tacy mistrzowie zawsze zasłaniają się przed publicznym wzrokiem, potrafią bowiem stawać się niewidzialni. Z tego powodu, jak również dlatego, że nakazują swoim uczniom milczenie, wiele najwyższych duchowych postaci pozostaje nieznanych światu. I ja jedynie wspominam o Babadżim na stronach tej książki, podając zaledwie garść faktów, które jego zdaniem mogą być pomocne szerszemu ogółowi.

(…)

Ciało nieśmiertelnego guru nie starzeje się; wciąż wygląda on jak dwudziestopięcioletni młodzieniec. Średniej budowy i wzrostu, o jasnej skórze, piękne i silne ciało Babadżiego promieniuje blaskiem. Jego oczy są ciemne, spokojne i czułe; a długie, gęste włosy koloru miedzi.

(…)

Można go zobaczyć albo rozpoznać tylko wtedy, gdy sobie tego życzy. Wiemy, że objawiał się swoim wyznawcom w nieco zmienionej postaci, zdarzało się, że miał brodę i wąsy albo nie. Jako że jego niepodlegające procesowi starzenia się ciało nie potrzebuje jedzenia, mistrz jada rzadko. Czasem z uprzejmości wobec odwiedzających go uczniów przyjmuje od nich owoce albo ryż ugotowany na mleku i klarowane masło.

(…)

Jezus od początku wiedział, jak będzie przebiegało jego życie; przeszedł całą drogę nie dla siebie, nie dlatego, że zmuszało go do tego karmiczne prawo, lecz po to tylko, by ludzie widząc go, rośli. Jego czterej uczniowie, głosiciele jego nauk – Mateusz, Marek, Łukasz i Jan – opisali ten niewymowny dramat dla przyszłych pokoleń.

Dla Babadżiego także nie istnieje relatywizm przeszłości, teraźniejszości ani przyszłości. Od początku wiedział on, jak będzie przebiegało jego życie. A jednak, dostosowując się do ograniczonego poziomu pojmowania człowieka, odgrywał kolejne akty swojego boskiego istnienia w obecności jednego lub więcej świadków.

(…)

– Czcigodny mistrzu, opowiedz mi, proszę, więcej o astralnym kosmosie – rozluźniłem nieco uścisk na prośbę Sri Yukteswara, ale wciąż trzymałem go w ramionach. Mój największy skarb, mój guru, który śmiał się śmierci w twarz, by mnie odwiedzić!

– Istnieje wiele planet astralnych zamieszkałych przez wiele astralnych bytów – zaczął mistrz. – Mieszkańcy używają tych planet, czyli masy światła, by podróżować z jednej na drugą szybciej niż energia elektryczna i radioaktywna.

Astralny wszechświat, stworzony z różnych subtelnych wibracji światła i barwy, jest setki razy większy od kosmosu materialnego. Całe stworzenie fizyczne wisi niby solidny klosz pod wielkim świetlistym balonem sfery astralnej. Podobnie jak w kosmosie istnieje wiele słońc fizycznych i gwiazd, tak nie sposób zliczyć słońc i układów gwiezdnych w astralu. Ich planety mają astralne słońca i księżyce, piękniejsze niż fizyczne. Astralne ciała niebieskie przypominają ziemską zorzę polarną, choć tamtejsza jest daleko bardziej olśniewająca niż delikatna zorza księżycowa. Astralny dzień i noc są dłuższe niż ziemskie.

(…)

Świat astralny jest nieskończenie piękny, czysty, nieskalany i uporządkowany. Nie ma tam martwych planet ani opustoszałych lądów. Ziemskie utrapienia – chwasty, bakterie, insekty, węże – nie występują tam wcale. W przeciwieństwie do zmiennego klimatu i pór roku następujących na ziemi, na planetach astralnych panuje umiarkowana temperatura wiecznej wiosny, tylko od czasu o czasu pada tam biały śnieg albo deszcz wielobarwnych świateł. Planety astralne obfitują w opalizujące jeziora, lśniące morza i tęczowe rzeki.

Zwykły wszechświat astralny – nie chodzi tu o subtelniejsze astralne niebo Hiranyaloka – jest zamieszkały przez miliony astralnych bytów, które przybywają tam z ziemi, lecz również przez miriady duszków, syren, ryb, zwierząt, chochlików, gnomów, półbogów i duchów rezydujących na innych planetach astralnych zgodnie z tym, gdzie kieruje je karma. Dla dobrych i złych duchów istnieją tam różne siedziby czy też obszary wibracji. Te dobre mogą się swobodnie przemieszać, ale złe są zamknięte w ograniczonych strefach. Podobnie jak ludzie żyją na powierzchni ziemi, robaki w warstwach gleby, ryby w wodzie, a ptaki w powietrzu, istoty astralne o różnym stopniu rozwoju przebywają w odpowiednich dla nich obszarach wibracji.

(…)

– Ziemia jest spowita mrokiem toczonych wojen i zabijania na morzu, lądzie i w powietrzu – ciągnął mój guru – ale wymiary astralne znają szczęśliwy stan harmonii i równości. Byty astralne dematerializują się albo materializują aktem woli. Kwiaty, ryby i zwierzęta mogą tymczasowo przyjmować astralną postać ludzką. Wszystkie byty astralne mogą się przemieniać dowolnie, mogą się też swobodnie ze sobą łączyć. Nie rządzi nimi żadne niezmienne, określone prawo naturalne – każde astralne drzewo może na przykład zapragnąć urodzić owoc mango lub jakikolwiek inny owoc, kwiat czy inny obiekt. Istnieją tam pewne ograniczenia karmiczne, ale jedna forma nie góruje w żaden sposób nad inną. Wszystko wibruje twórczym światłem Boga.

Nikt nie rodzi się z kobiety; potomstwo materializuje się poprzez istoty astralne dzięki pomocy ich kosmicznej woli w specjalnie zaprojektowanych, skondensowanych astralnie formach. Bezcielesny fizycznie byt dołącza do rodziny astralnej na zaproszenie, przyciągany podobnymi skłonnościami mentalnymi i duchowymi.

(…)

Ciało astralne nie odczuwa zimna, ciepła ani w ogóle warunków naturalnych. Zbudowane jest z astralnego mózgu albo świetlistego lotosu o tysiącu płatków oraz sześciu przebudzonych ośrodków sushumny, czyli astralnej osi mózgowo-krzyżowej. Serce przyciąga energię kosmiczną i światło z astralnego mózgu, pompując ją do astralnych nerwów i komórek ciała albo żywotronów. Byty astralne mogą wpływać na swoje ciała siłą żywotronów albo mantrycznymi wibracjami.

Ciało astralne jest dokładnym przeciwieństwem ostatniej postaci fizycznej. Byty astralne wyglądają tak samo, jak w młodości, za ostatniego życia na ziemi; czasem taki byt astralny, jak ja, decyduje się wybrać swój wygląd z czasu starości – mistrz promieniujący duchem młodości parsknął wesołym śmiechem.

(…)

Fizyczne ciało człowieka jest narażone na niezliczone niebezpieczeństwa, łatwo je zranić albo uszkodzić; eteryczne ciało astralne także może zostać skaleczone lub podrapane, lecz zostaje uzdrowione w jednej chwili, siłą woli.

– Gurudewo, czy wszystkie osoby astralne są piękne?

– Piękno w wymiarze astralnym ma charakter duchowy, nie przejawia się na zewnątrz – odparł Sri Yukteswar. – Byty astralne nie przywiązują więc znaczenia do wyglądu ich twarzy. Mają jednak zdolność okrywania się nowymi, barwnymi ciałami, które materializują aktem woli. Tak jak ludzie na ziemi stroją się na specjalne okazje, tak istoty astralne przybierają wówczas różne formy.

(…)

– Przyjaciele z innych wcieleń rozpoznają się w tym astralnym świecie bez trudu – podjął Sri Yukteswar swoim pięknym melodyjnym głosem. – Świętując nieśmiertelną przyjaźń, poznają także, że miłość jest niezniszczalna, w co zwątpili na skutek smutnej konieczności rozstania się z ziemskim życiem.

Istoty astralne obdarzone są przenikliwą intuicją zdolną przedrzeć się przez zasłonę oddzielającą ich od ludzi na ziemi. Człowiek nie może zobaczyć świata astralnego, chyba że rozwinął w sobie szósty zmysł. Tysiącom mieszkańców ziemi zdarzyło się jednak choć przez krótką chwilę ujrzeć jakiś byt astralny lub tamten świat.

(…)

– Mój mistrzu, czy byty astralne cokolwiek jedzą? – spijałem każde słowo jego cudownej opowieści, chłonąłem je całym umysłem, sercem i duszą. Nadświadoma percepcja prawdy jest czymś rzeczywistym i niezmiennym, podczas gdy wszelkie wrażenia zmysłowe muszą być ulotne i relatywne, a z czasem zatracają swoją intensywność. Słowa mojego guru przenikały mnie do głębi, by pozostać we mnie na zawsze, bym mógł się do nich odwołać i odtworzyć na nowo to boskie doświadczenie.

– W astralnej glebie rosną warzywa świetliste niczym promienie – odparł. – Byty astralne jedzą je i piją nektar spływający z pełnej blasku fontanny światła, a także z astralnych strumieni i rzek. Tak jak na ziemi można wyłowić z eteru niewidzialne obrazy osób i uczynić je widzialnymi za pomocą odbiornika telewizyjnego, a potem ponownie rozproszyć je w przestrzeni, tak stworzone przez Boga niewidzialne astralne hologramy warzyw i roślin unoszą się w eterze, by w każdej chwili stać się widzialne na planecie astralnej z woli jej mieszkańców. W ten sposób materializują się najbarwniejsze fantazje tych istot w postaci ogrodów pełnych pachnącego kwiecia, które na powrót stają się niewidzialne w eterze. I choć mieszkańcy tych niebiańskich planet jak Hiranyaloka prawie nie muszą jeść, jeszcze wyższe miejsce zajmują nieuwarunkowane niczym, niemal w pełni wyzwolone dusze świata przyczynowego, które odżywiają się wyłącznie manną błogości.

(…)

Uwolnione z ziemskich ograniczeń byty astralne spotykają wielu krewnych, ojców, matki, żony, mężów i przyjaciół, z którymi tworzyły związki w swoich wcieleniach na ziemi, jako że od czasu do czasu pojawiają się w różnych częściach astralnego wymiaru. Czują się z tego powodu zdezorientowane, nie wiedząc, kogo obdarzyć miłością. Zarazem jednak uczą się kochać wszystkich jednakowo, jako dzieci i indywidualne ekspresje Boga. Chociaż wygląd zewnętrzny ich bliskich mógł się zmienić, w zależności od tego, jakie cechy wykształcili oni w sobie w ostatnim wcieleniu, byty astralne posługują się swoją nieomylną intuicją w rozpoznawaniu wszystkich, którzy byli im niegdyś bliscy w innych wymiarach egzystencji, i witają ich w nowym, astralnym domu. Ponieważ każdy atom w dziele stworzenia zachowuje swoją indywidualność, astralny przyjaciel zostaje rozpoznany niezależnie od kostiumu, jaki przywdziewa, tak jak na ziemi rozpoznajemy tożsamość aktora odgrywającego daną rolę na scenie.

W świecie astralnym żyje się znacznie dłużej niż na ziemi. Przeciętny okres życia normalnie rozwiniętej istoty astralnej wynosi od pięciuset do tysiąca lat według ziemskiej miary. Podobnie jak ziemskie sekwoje żyją znacznie dłużej niż inne drzewa albo niektórzy jogini dożywają kilkuset lat, podczas gdy przeciętny człowiek umiera przed ukończeniem sześćdziesiątego roku życia, niektóre byty astralne żyją dłużej niż inne. Goście w świecie astralnym przebywają tam przez dłuższy lub krótszy czas w zależności od stopnia obciążeń karmicznych, które przyciągają je z powrotem na ziemię w stosownym czasie.

(…)

Byt astralny nie musi zmagać się w bólu ze śmiercią, gdy przychodzi pora porzucić świetliste ciało. Wiele z tych istot odczuwa jednak pewien niepokój na myśl o wyzbyciu się formy astralnej i przyjęciu subtelniejszej postaci w wymiarze przyczynowym. Świat astralny jest wolny od niechcianej śmierci, chorób i starości. Te trzy są przekleństwem ziemi, gdzie człowiek pozwolił, by jego świadomość utożsamiała się niemal całkowicie z wątłym ciałem fizycznym, wymagającym nieustannego zasilania powietrzem, pożywieniem i snem.

Śmierć fizyczna wiąże się z końcem oddychania i rozpadem komórek ciała. Śmierć astralna jest rozproszeniem żywotronów, przejawionych cząstek energii, tworzących strukturę życia istot astralnych. W chwili śmierci fizycznej byt traci świadomość ciała i zauważa swoje ciało subtelne w świecie astralnym. Doświadczenie śmierci astralnej pozwala mu przejść od świadomości astralnych narodzin i śmierci do fizycznych narodzin i śmierci. Ten naprzemienny cykl narodzin w świecie fizycznym i astralnym jest losem wszystkich nieoświeconych istot. Podawane w pismach opisy nieba i piekła poruszają czasem w człowieku głębsze niż podświadome wspomnienia długiego szeregu doświadczeń w błogości astralnej i rozczarowań ziemskiego świata.

(…)

Pragnienia natury fizycznej są zakorzenione w egoizmie i chęci przeżywania przyjemności zmysłowych. Kompulsja czy pokusa doświadczeń zmysłowych jest silniejsza niż siła pragnienia przywiązania astralnego czy postrzegania przyczynowego.

Pragnienia astralne koncentrują się wokół radości odczuwanej jako wibracja. Istoty astralne sycą się eteryczną muzyką sfer, zachwyca je widok całego stworzenia jako niewyczerpanej ekspresji zmiennych świateł. Byty astralne mogą także poczuć, posmakować i dotykać światła. Dlatego astralne pragnienia są połączone ze zdolnością bytu astralnego do postrzegania wszystkich przedmiotów i doświadczeń jako form światła albo skondensowanych myśli i snów.

(…)

Dopóki dusza ludzka jest zamknięta w jednym, dwóch czy trzech ciałach, zatkana korkiem ignorancji i pragnienia, nie może rozpuścić się w morzu Ducha. Kiedy prymitywna powłoka fizyczna ulega zniszczeniu pod młotkiem śmierci, dwie pozostałe powłoki – astralna i przyczynowa – wciąż nie pozwalają duszy świadomie dołączyć do wszechobecnego życia. Dopiero gdy następuje całkowite wyzbycie się pragnień dzięki mądrości, powstaje moc rozpuszczająca pozostałe ciała. Wówczas maleńka ludzka dusza zostaje wreszcie wyzwolona i może połączyć się w jedno z Niezmierzoną Obfitością.

(…)

Wszystko to, co istota ludzka potrafi zrobić w wyobraźni, istota przyczynowa może zrobić w rzeczywistości. Obdarzona najwspanialszą wyobraźnią ludzka inteligencja może, tylko w myślach, przechodzić od jednej ekstremalnej idei do drugiej, przemierzać mentalnie odległości pomiędzy planetami, spadać bez końca na dno wieczności albo szybować lotem rakiety do odległych galaktyk, jaśniejąc niczym światło reflektora nad drogami mlecznymi i gwieździstymi przestworzami. Byty zamieszkujące świat przyczynowy mają dużo więcej wolności i bez wysiłku potrafią manifestować swoje myśli jako rzeczywiste przedmioty, bez przeszkód materialnych czy astralnych, bez karmicznych ograniczeń.

(…)

Dusze w świecie przyczynowym rozpoznają się nawzajem jako zindywidualizowane drobinki radosnego Ducha; ich rzeczy-myśli są tylko przedmiotami, które je otaczają. Istoty przyczynowe widzą, że różnica pomiędzy ich ciałami i myślami to tylko idea. Tak jak człowiek, który zamyka oczy, może wizualizować olśniewające białe światło albo słabą niebieskawą poświatę, tak byty przyczynowe potrafią samą myślą widzieć, słyszeć, czuć, smakować i dotykać; tworzą i rozpraszają swoje twory mocą kosmicznego umysłu.

Zarówno śmierć, jak i narodziny, w świecie przyczynowym występują w myślach. Byty posiadające tylko ciało przyczynowe żywią się ambrozją wiecznie nowej wiedzy. Piją ze źródeł pokoju, wędrują po bezdrożach percepcji, pływają w oceanie nieskończonej błogości. I patrz! Ich lśniące ciała-myśli mijają tryliony stworzonych przez Ducha planet, świeże bańki wszechświatów, gwiazdy mądrości, kuliste sny złotych mgławic, rozpędzone na błękitnym, niebiańskim łonie Nieskończoności!

(…)

Wiele istot pozostaje w tym przyczynowym kosmosie przez tysiące lat. Pogrążone w głębokiej ekstazie, ich uwolnione dusze opuszczają na koniec małe ciała przyczynowe i zanurzają się w przepastnym, przyczynowym kosmosie. Wszystko, co na pozór oddzielne, idee, fale mocy, miłości, woli, radości, pokoju, intuicji, ukojenia, samokontroli i koncentracji roztapiają się w zawsze radosnym morzu błogości. Dusza nie musi już doświadczać swojej radości jako zindywidualizowana fala świadomości, roztapia się w Jedynym Kosmicznym Oceanie wraz ze wszystkimi jego falami – w wiecznym śmiechu, w ekstatycznym pulsowaniu.

(…)

Człowiek nierozwinięty musi jednak przejść przez niezliczone ziemskie, astralne i przyczynowe inkarnacje, by wyzwolić się ze swoich trzech ciał. Mistrz, który zyskuje ostateczną wolność, może wybrać powrót na ziemię jako prorok, by poprowadzić innych ludzi z powrotem do Boga, albo tak jak ja może wybrać kosmos astralny. Będąc zbawcą, bierze na siebie częściowo obciążenia karmiczne mieszkańców danego wymiaru i tym samym pomaga im zakończyć cykl ich reinkarnacji w kosmosie astralnym i zamieszkać na zawsze w sferach przyczynowych. Uwolniona dusza może też wejść do świata przyczynowego, by wspomagać zamieszkujące go istoty w skróceniu ich pobytu w ciele przyczynowym, dzięki czemu uzyskują one wolność absolutną.

(…)

Typowi mieszkańcy czy też rezydenci astralnego wszechświata to istoty wyzwolone ostatecznie z wszelkich tęsknot materialnych. Nie muszą one powracać do niskich, ziemskich wibracji. Pozostała im do przepracowania jedynie karma astralna i przyczynowa. W chwili śmierci astralnej przechodzą do nieskończenie subtelniejszego i delikatniejszego świata przyczynowego.

(…)

Większość ludzi na ziemi nie nauczyła się otwierać w medytacji na wizje, które pozwalają im docenić wyższe radości i korzyści życia astralnego i dlatego po śmierci tęskni za ograniczonymi, niedoskonałymi przyjemnościami ziemskimi.

(…)

Szesnaście godzin w ciągu dnia człowiek utożsamia się ze swoim wehikułem fizycznym. Potem zasypia; jeśli śni, przebywa w swoim ciele astralnym, bez wysiłku tworząc dowolne przedmioty, jak to czynią byty astralne. Jeśli jego sen jest głęboki i pozbawiony marzeń, na kilka godzin może przenosić się świadomością, swoim poczuciem ja, do ciała przyczynowego. Taki sen jest bardzo ożywczy. Śniący kontaktuje się ze swoim ciałem astralnym, nie przyczynowym, lecz ten sen nie przynosi mu pełnej regeneracji.

ISBN 13: 978-83-66388-70-3
EAN: 9788366388703

Dodatkowe informacje

Waga 450 g
Wymiary 14.5 × 20.5 cm
Autor

Paramhansa Jogananda

Książka

okładka miękka

Objętość

314 stron