Annie Besant
Wniebowstąpieni Mistrzowie
i jak do nich
dotrzeć

39,00 

Są wśród nas istoty, które osiągnęły poziom doskonałości, a Ich zwyczajne ludzkie życie się dopełniło. Wykroczyli poza krąg narodzin i śmierci, zwany kołem ponownych inkarnacji. Wspólnie z zastępami anielskimi kierują procesem ewolucji naszego świata, nie dla własnych korzyści, lecz by pomagać ludzkości. Dobrowolnie inkarnują się nie z przymusu, lecz z miłości, są bowiem Boskimi ludźmi. Świat duchowy przenika świat fizyczny, żyją pomiędzy nami istoty nadludzkie, które uczestniczą w ludzkich sprawach.

Brak w magazynie

SKU: 1016094 Kategoria:

Opis

Budują i doprowadzają do upadku imperia, dbają o równowagę pomiędzy narodami. To te wielkie istoty tak naprawdę pociągają za sznurki, sterują działaniami mężów stanu i rządzących. Uczą ludzkość, wspierając ją w wielkim procesie ewolucji. Pojawiały się na świecie jako największe postaci znane ludzkości, takie jak Kriszna, Budda, Chrystus, Hermes, Toth, czy Zaratustra. Wielcy założyciele religii wykazują zadziwiająco podobne cechy i zasady. Ich znaczenie jest niezmiennie takie samo. Są Oni „esencją mądrości”, wiedzą przesyconą miłością i współczuciem.

Każdy z nas znajduje się na drodze do Ich doskonałości. Niegdyś prowadziła ona przez misteria, które miały na celu przeprowadzenie uczniów przez inicjacje coraz wyższego stopnia. Dziś każdy może pracować świadomie nad tym dążeniem, jeżeli tak postanowi.

Cytaty z książki Annie Besant Wniebowstąpieni Mistrzowie i jak do nich dotrzeć:

Spróbuję z przeszłości wysnuć to, co jest obietnicą dla jutra, zasugerować wam niektóre z największych możliwości przywrócenia naszemu światu i religii tych wielkich misteriów, które stanowiły istotę religii w przeszłości, które odprawiano przez tysiące i dziesiątki tysięcy lat, które wciąż są odprawiane, choć ludzie o nich zapomnieli, a powinny powrócić do naszego świata, kiedy tylko będziemy gotowi je przyjąć. Bo granica pomiędzy tym, co duchowe, a tym, co fizyczne, nie leży w świecie duchowym, lecz w fizycznym, w siedzibie śmiertelników.

(…)

Życie Ducha, które jest dawaniem, nieustannie dąży do przejawiania się w naszym śmiertelnym świecie. My jednak wciąż się od niego odgradzamy, tworzymy przeszkody, blokujemy swobodny przepływ tego dobroczynnego, chwalebnego życia. Tylko wówczas, kiedy uformujemy w sobie duchowe naczynia, by je przyjąć, ten odwieczny strumień duchowego życia napełni obficie nasz świat, nie tylko poszczególnych ludzi, którzy przygotowują się na jego przyjęcie, lecz wielkie rzesze tych, którzy wyznają religie świata, wielkie rzesze tych, którzy pragną uczynić swoje życie użytecznym dla swojego pokolenia, dla świata, w którym żyją.

Póki co jednak, niech nasze oczy zwrócą się ku przeszłości, by przekonać się, czy odnajdziemy w niej jakąś gwarancję dla nadziei na przyszłość. Odwracając karty historii odnajdujemy kolejne, następujące po sobie cywilizacje. Studenci literatury antycznej czytający te stare księgi, które wydawały się być ukryte przed nami w mroku dziejów, odnajdują zapisy o istnieniu wielkich, potężnych cywilizacji, które miały trwać wiecznie, tymczasem tak całkowicie zniknęły z ludzkiej pamięci, że współcześni ludzie wątpią, czy kiedykolwiek istniały, sądząc raczej, że są jedynie legendami i baśniami, wytworami narodowej dumy ku gloryfikacji przeszłości, a nie kronikami historycznymi, nie przedstawieniami istniejących cywilizacji. To prawda, że treść tych starych ksiąg bywa raz po raz potwierdzana w toku badań z zakresu nauk tajemnych. Mężczyźni i kobiety, którzy wykształcili w sobie takie zdolności, potrafią odczytywać pradawne kroniki jako obrazy przechowywane w materii subtelniejszej niż fizyczna, tak jak przeciętny człowiek potrafi odczytać tekst drukowany. Jednak w czasach takich, jak nasze, nauki tajemne dopiero zaczynają docierać do ludzkiej świadomości, w epoce, która jeszcze niedawno w publikacjach prasowych Timesa nazywała mistycyzm „wielkim zabobonem”, a potem dziwiła się, że człowiek tak szacowny jak dziekan od świętego Pawła uznał, że warto w dwudziestym wieku wygłosić cykl wykładów poświęconych tym zabobonom.

(…)

W naszej epoce, kiedy nauki tajemne i mistycyzm ponownie zaczynają przyciągać uwagę ludzi myślących i żarliwych, istnieje większe prawdopodobieństwo, że te kroniki przeszłości w interpretacji uczniów nauk tajemnych ponownie staną się przedmiotem naszych dociekań. Do niedawna jeszcze – nie, tak naprawdę nie wiem, kiedy odważę się powiedzieć „do niedawna” – te zapisy były wyśmiewane przez głupców, ignorowane przez wykształconych. Jak jednak wiecie, w drugiej połowie dziewiętnastego wieku, a nawet wcześniej, na arenie ludzkiej myśli zabłysło nowe światło i pogłębione, szeroko zakrojone badania antykwaryczne ujawniły fragmenty, których istnieniu nie sposób zaprzeczyć, fragmenty opisów starożytnych cywilizacji. Krok po kroku, w miarę postępów archeologii, podczas prowadzenia badań wykopaliskowych, dowiedziono prawdziwości legend oraz wielu twierdzeń uczniów nauk tajemnych. Prawdziwe okazały się legendarne postaci króla Minosa z Krety, Menesa z Egiptu, opowieści sięgające czasów istnienia starożytnego Babilonu.

Opowieści te ujrzały ponownie światło dzienne i już nie sposób podważyć ich prawdziwości, nie sposób im zaprzeczyć. Odnaleziono bowiem niezbite dowody ich istnienia w bibliotekach przechowujących dawne księgi, które przetrwały długo po śmierci ich autorów, w starożytnej architekturze miast, na ruinach których, przysypywanych grubymi warstwami ziemi, powstawały kolejne miasta. Dzięki tym metodom przemawiającym do fizycznych umysłów potwierdzano istnienie tych pradawnych cywilizacji i nikt dziś nie odważy się zaprzeczać tej nieskończenie długiej ścieżce, którą przebył człowiek cywilizowany.

(…)

Badano wiele cywilizacji w ich schyłkowym okresie i odnotowano pewien interesujący fakt, że nie poznano dotąd procesu ich rozwoju od prymitywnych początków do czasu pełnego rozkwitu organizacji społecznej i kultury. Przyglądając się tym wielkim cywilizacjom obserwujemy ludzi przypominających dzieci pod względem rozwoju intelektualnego i duchowego, lecz były to dzieci gotowe się uczyć, szukające wskazówek i miłości. Nie czuły nienawiści wobec wyższych istot, były pełne czci, nie czuły zazdrości wobec tych, którzy wiedzieli więcej od nich. W dziejach ludzkości wyróżniają się dwa rodzaje istot: władcy i nauczyciele starożytnych państw; budowniczowie ras, budowniczowie podras, budowniczowie narodów i ich polityki, a także nauczyciele, którzy nadawali formę odwiecznym prawdom religii, kształtujący je na różne sposoby w zależności od potrzeb tych, którym przekazywali wciąż nowe przedstawienia odwiecznych prawd.

(…)

Podobnie jak podrasy czwarta i piąta, powstaje obecnie podrasa szósta, o czym opowiadałam wam szczegółowo przed kilku laty. Wymaga ona rozwoju nowych cech, nowego sposobu doświadczania emocji, nowej umysłowości charakteryzującej się wyższą wartością, jaką jest intuicja, która zaczyna torować sobie drogę w filozofii naszych czasów. Intuicja, która bardziej postrzega, niż rozumuje, która zyskuje wiedzę przez bezpośrednie postrzeganie, nie w procesie logicznego rozumowania, która jest bardziej przymiotem Ducha niż umysłu czy emocjonalności. To kolejna cecha, która musi się rozwinąć, charakterystyczna cecha szóstej podrasy ludzkości.

(…)

Jeśli chcecie przeczytać więcej o tym zagadnieniu, sięgnijcie do starych tekstów hinduskich. Dowiecie się z nich, jak ci doskonali ludzie odwiedzali dwory władców, by przekonać się, czy dobrze sprawowali oni władzę w swoich królestwach, czy godnie pełnili swoje powinności. Możecie przeczytać o tym, jak potężny mędrzec i święty, znany jako istota nadludzka dzięki posiadanym mocom, odwiedzał dwór króla i wypytywał go o poziom życia jego poddanych, o to, czy wszyscy obywatele niezależnie od stanu ich pochodzenia mają wszystko, czego im trzeba. Czy rzemieślnik dysponuje materiałami niezbędnymi mu w pracy, czy rolnik posiada ziarno, by zebrać z niego plony, czy wdowy po jego żołnierzach, którzy zginęli w bitwie, i ich osierocone dzieci otrzymały troskliwą opiekę. Czy władca należycie zadbał o poziom edukacji swojego ludu, czy troszczy się o to, by przedstawiciele wszystkich warstw społecznych wypełniali swoje powinności.

Możecie przeczytać o tym w wielu księgach, w wielu opowieściach. I choć niewidzialne, te istoty wciąż przebywają między nami; praca, którą tu wykonują, jest dzisiaj trudniejsza, bowiem jest sprzeczna z wolą ludzi, spotyka się z oporem rozwijającego się umysłu. W tamtych czasach łatwiej akceptowano ich rolę przewodnią i dlatego bez przeszkód objawiały się one ludziom. Jednakże warunkiem koniecznym dla dalszej ewolucji ludzkości był rozwój jej umysłu wiążący się z buntem wobec autorytetów, z odmową posłuszeństwa wobec niezrozumiałych nakazów. Nie dajcie się więc wprowadzić w błąd i nie sądźcie, że bunt jest czymś złym; nie ma nic złego w tym, co wspiera proces ludzkiej ewolucji. Nadszedł czas, w którym okres dzieciństwa ludzkości dobiega końca, by utorować drogę rozwijającej się młodości umysłu. Dlatego stróże ludzkości ukryli się przed naszym wzrokiem, lecz nie porzucili swojej służby, pracują nadal niewidzialni i nieblokowani przez rozwijającą się ludzkość, z tym samym, pełnym miłości sercem, z tą samą mądrością jak w dawnych czasach.

(…)

To oni doprowadzają do upadku imperia, oni je budują, dbają o równowagę pomiędzy narodami, nie pozwalając, by idee narodowościowe zatriumfowały w świecie, by jeden naród nie zyskał przewagi nad innymi. To oni stopniowo tworzą wielkie imperium, by przekazać rządy nad światem jednej podrasie; oni stworzyli w dzisiejszej Anglii możliwość wypełniania wielkiej roli w procesie postępu całej ludzkości, stworzenia imperium światowego potężniejszego od innych imperiów w dziejach świata, opartego nie na poddaniu podbitych narodów, lecz na poszanowaniu wolnej woli samorządnych zjednoczonych społeczności. Tak się właśnie dzisiaj dzieje, nie bezpośrednim nakazem wydanym przez uznanego władcę, lecz uformowanym dzięki subtelniejszej pracy nad ambicjami, namiętnościami i myślami ludzi. Stworzono zatem w Anglii sposobne warunki, które, jeśli ona odrzuci, staną się udziałem innego narodu, który będzie potrafił je dobrze wykorzystać. Dzieje się tak dlatego, że bardzo wielu z nas czuje dzisiaj, że przyszłe losy świata zależą od zachowania równowagi, od tego, czy ta nasza piąta podrasa będzie umiała zdobyć się na odpowiedzialność, czy zrozumie, że władza jest powinnością, że nie może być opresyjna. Tylko to zrozumienie może dziś ustanowić władzę potężniejszą niż kiedykolwiek. Ale to te wielkie istoty tak naprawdę pociągają za sznurki, to one sterują działaniami naszych mężów stanu i naszych rządzących. One uczą ludzkość, wspierając ją w wielkim procesie ewolucji.

(…)

Czy zauważyliście, że lepiej rozumiecie jakieś zagadnienie, kiedy objaśnia je wam jakiś błyskotliwy nauczyciel, niż gdybyście przeczytali o nim w podręczniku? Na czym polega ta różnica? Nie wynika ona z samej myśli; myśl wydrukowana i wypowiedziana może być ta sama, ale to materia skorelowana ze zmieniającą się myślą nauczyciela, wibrująca pod wpływem jego większej wiedzy i wyżej rozwiniętych zdolności umysłu, wprawia w wibracje materię mentalną w waszym ciele i dzięki temu pozwala waszej świadomości reagować, podczas gdy wibracje ponownie spotykają się z reakcją na skutek zmiennego nastroju myśli. Nauczyciel przekazuje wam swoją myśl poprzez materię, która was spowija, pomaga wam się wznieść na wyższy poziom zrozumienia, którego nie osiągnęlibyście samodzielnie. Wszyscy tego doświadczamy, zdarza nam się to, kiedy słuchamy jakiegoś mówcy albo wykładowcy. Jednakże to, co wydaje wam się całkowicie zrozumiałe, kiedy ktoś objaśnia wam jakieś zagadnienie, a wy jesteście przekonani, że poznaliście tę kwestię dogłębnie, następnego dnia ulatuje z pamięci i samodzielnie nie potraficie już odtworzyć toku jego rozumowania.

(…)

Czym jest więc górowanie? Tak jak inspiracja jest stymulacją przez wyższe wibracje, tak górowanie jest tymczasową dominacją świadomości ludzkiej przez nadludzkiego pomocnika. Świadomość ludzka jest w tym przypadku zdominowana, nie pobudzana. Jakaś idea dominuje ludzkie myśli, podczas gdy człowiek sądzi, że jest to jego własna idea. Wielu ludzi doświadcza takiego opanowania przez wyższe istoty, nie będąc świadomymi źródła napływających do nich myśli; myśli o pragnieniu służenia innym, o aspiracji do niesienia pomocy. Są one tchnieniem wyższej świadomości wypełniającym niższą, dominującym ją, stającym się dla niej ideałem. Ideały, te konkretne idee, które kierują i kontrolują nasze postępowanie, nieustannie wypływają z większej mocy istoty wyższej od nas, wytwarzają w nas obrazy tak piękne, że budzą w nas nieodpartą miłość. Ta miłość sprawia, że pragniemy odtworzyć ich piękno w sobie. Także ten proces może przebiegać etapami.

(…)

Przechodząc do trzeciego z wymienionych przeze mnie pojęć, pojęcia inkarnacji, poznajemy jeszcze inną metodę. Nie jest to już pobudzenie, jak w inspiracji, ani dominacja charakterystyczna dla górowania, lecz zastępowanie. Wyższa istota, która chce pracować za pośrednictwem jakiegoś fizycznego narzędzia w wielkim celu, wybiera takie narzędzie, którym może się posłużyć dla realizacji dążeń swojego serca i umysłu. Odnajdujemy takie przypadki w historii, szczególnie w osobach założycieli wielkich religii. Większość z nich wykazuje jedną charakterystyczną cechę; to rozróżnienie znane członkom wczesnego Kościoła chrześcijańskiego, które przetrwało wśród gnostyków albo wiedzących. Pamiętacie być może, że we wczesnym okresie istnienia Kościoła powstawało wiele kontrowersji wokół natury Jezusa Chrystusa. Jedni uważali Go za samego Boga, zdaniem innych ludzkie ciało było ciałem wybranego ucznia, szkolonego i przygotowywanego latami czystego i szlachetnego życia, pielęgnowaniem wysokich aspiracji, aby w wyznaczonym czasie, opisanym w Ewangelii jako moment chrztu, Duch Boży, sam Chrystus, mógł zejść i w nim zamieszkać.

(…)

Przyjaciele, słuchamy tej triumfalnej pieśni nad śmiercią, ostatecznego triumfu Ducha w człowieku nad śmiercią ciała, który jest tożsamy ze zrozumieniem, iż będzie żył wiecznie – że jego życie jest częścią uniwersalnego życia, jest jego wrodzonym prawem, którego nikt nie może go pozbawić. Sądzę, że w dzisiejszym świecie rodzi się sceptycyzm, ponieważ przywykliśmy myśleć, że nasze życie jest krótkie i ulotne, nie myśleliśmy o nieśmiertelności, która tymczasowo jedynie zstępuje do świata śmiertelnego. A przecież nieśmiertelność jest nam wrodzona; jest zewnętrzną manifestacją tej wieczności, która jest naszym udziałem, nas, którzy jesteśmy dziećmi Tego, który jest wieczny. My jednak skłaniamy się ku utożsamianiu człowieka z jego ciałem, nie z tym, kim jest naprawdę; mówimy o nim, jakby Duch był czymś, co nas nawiedza, nie myślimy o tym, że to nasze ciało jest tylko powłoką. Taka odwrócona perspektywa skłania nas ku pytaniu o to, czy człowiek ma w sobie Ducha, czy przetrwa po śmierci, podczas gdy równie dobrze moglibyśmy zapytać: „Dlaczego ten nieśmiertelny ptak niebios zanurkował w oceanie materii, w życiu śmiertelnym?”. Tak postrzegając człowieka, możemy przyjrzeć się jego długiej ewolucji i zrozumieć sens pojęcia „Chrystusa w człowieku”, co to znaczy, gdy Apostoł mówi o człowieku wzrastającym do „pełni Chrystusa”.

(…)

Zaprawdę bowiem, kiedy to doskonałe piękno, doskonały splendor, doskonałość wzbudzająca miłość, wznoszą się raz jak słońce nad horyzontem naszych umysłów, ich odbicie w świecie musi utracić dla nas swoją atrakcyjność; bo oczy, olśnione blaskiem słońca, nie dostrzegają już słabszego światła. Wtedy nastaje czas wielkiej próby dla człowieka ewoluującego. Traci on upodobanie w rzeczach tego świata; nie zależy mu już na bogactwie, władzy ani sławie. Skosztował już tego wszystkiego i przekonał się, że przyniosło mu rozczarowanie; nie zyskał dzięki nim niczego trwałego. Zaczyna odczuwać to, co nazywamy brakiem przywiązania, brakiem pragnień. Wraz z utratą pragnienia rzeczy tego świata budzi się poczucie utraty samego życia; bo życie ukazywało mu się poprzez pragnienia; życie rozwijało się poprzez gratyfikację pragnień; a kiedy wszystkie przedmioty pragnień okazują się być niesatysfakcjonujące, jest tak, jakby życie zamierało, a jego miejsce zajmowało głębokie poczucie niespełnienia. Piękna dotąd ziemia staje się szara, zimna i martwa.

To czas bólu i cierpienia, niemal rozpaczy; to, co niższe, odeszło, a wyższego jeszcze nie dostrzegamy. Bo zgodnie z prawem wyższe nie może się wyraźnie przejawić, zanim niższe nie utraci swojej atrakcyjności. Następuje więc przerwa, w której życie wydaje się być bezwartościowe, a człowiek pyta: „Czy warto żyć?”. Przepełnia go poczucie rozczarowania, smutku i bólu. Rośnie w nim niemal wstręt do życia; i wtedy, jakby w ciemności, rozlegają się słowa, te dziwne słowa wypowiadane przez Chrystusa: „Kto ukochał życie, utraci je, ten, kto utracił życie, odnajdzie życie wieczne”. To pierwsze słowo nadziei, że tracąc życie, zyskujemy życie wieczne. Ale w tych chwilach głębokiej depresji, niemal rozpaczy, nie wierzymy, że te słowa odnoszą się do nas. Moglibyśmy zacytować je innym, lecz nie odważamy się cytować ich sobie. Czujemy, że jesteśmy kimś wyjątkowym, jakby dla nas te słowa pocieszenia nie miały znaczenia. A jednak to jest słowo zawsze prawdziwe dla człowieka, prawda głosząca, że cienie rozwiewają się, kiedy zwracamy się ku światłu, a cień jest za nimi i już go nie widzimy.

Potem przychodzi czas, kiedy w ciałach z materii następuje pierwsze poruszenie życia w Duchu, kiedy zalążek duchowego życia zaczyna w nas wyczuwalnie pulsować. Bardzo często zanim to się dzieje, tracimy wszystko, co kochaliśmy. Jakaś wielka katastrofa w niższym życiu często jest zapowiedzią odczucia tego, co wyższe. Opuszczają nas przyjaciele; ktoś, kogo najbardziej kochaliśmy, umiera, pozostawiając po sobie pustkę w świecie i w sercu. To w takiej chwili, w samym środku nocy, kiedy nie tylko to, co zwykłe i znajome, utraciło swój smak, lecz nawet to, co nam najdroższe, spowiła ciemność, w takiej chwili rodzi się w nas Chrystus, pierwszy przebłysk świadomości duchowej, który zaczyna przybierać na sile, by rozproszyć wszystko inne.

(…)

Patrząc na religie przeszłości, odkrywamy w nich uniwersalne rozpoznanie faktu, że religia ma dwie strony: pierwszą publiczną albo zewnętrzną, przeznaczoną dla mas; drugą ukrytą albo tajemną, dostępną praktycznie tylko dla tych, którzy pragnęli doskonalić się szybciej niż inni; dostępną dla tych, którzy gotowi byli zapłacić cenę za wiedzę – gotowi byli dążyć, pracować, poświęcić siebie, by ją zyskać. Religia zewnętrzna, zgodnie z uniwersalnym poglądem w przeszłości, odwoływała się do człowieka, jakiego znamy w tym niższym świecie; człowieka o świadomości funkcjonującej w obszarze mózgu, działającego za pośrednictwem ciała fizycznego, wyrażającego się poprzez działania, emocje i myśli. Myśl, emocja i postępowanie to trzy manifestacje świadomości człowieka, jakiego znamy w naszym świecie; jego wartość oceniamy po jego postępkach, poziomie odczuwania emocji, sile i subtelności jego myśli.

W większym lub mniejszym stopniu psychologia współczesna, podobnie jak starożytne religie, rozumie, że ludzka świadomość jest dużo szersza i większa niż świadomość człowieka wyrażająca się poprzez mózg i układ nerwowy ciała fizycznego. W coraz większym stopniu psychologia współczesna rozpoznaje fakt, że istnieją wielkie obszary świadomości nieprzejawiające się u przeciętnego człowieka. Poza tymi nadzwyczajnymi zjawiskami, jakie nazywamy geniuszem, istnieją wymiary podświadomości i nadświadomości, jakkolwiek chcecie je nazywać czy opisywać; odnajdziecie w nich pole do badań psychologicznych i przekonacie się, że współczesna psychologia interesuje się nimi coraz bardziej, coraz śmielej zagłębia się w nieznane obszary ludzkiej świadomości. Ludzie tacy jak sir Oliver Lodge i wielu innych twierdzą, że świadomość, jaką znamy, jest czymś bardzo cząstkowym, że w naszych fizycznych mózgach operuje ledwie mała cząstka pełnej świadomości. Tak więc dzisiejsza nauka zachowuje czujność, rozgląda się bacznie we wszystkie strony, bada nowe drogi, starając się odkryć nasze ukryte zdolności, stworzyć system albo metodę, dzięki którym te zdolności można będzie uporządkować jako prawo.

(…)

Mimo to musimy powiedzieć, że większość z nas żyje nieświadomie w tych dwóch subtelniejszych światach. Dlatego nie zdajemy sobie sprawy z olbrzymiego efektu, jaki wywieramy na swoje otoczenie swoim nieświadomym działaniem w świecie emocji i myśli. Emitujemy silne emocje i nie możemy za nimi podążać; nie dostrzegamy tego, jak wibracje wprawione tą drogą w ruch oddziałują na subtelniejsze ciała naszych towarzyszy; nie zdajemy sobie sprawy z tego, że każda szlachetna emocja budzi w ludziach, którzy nas otaczają, emocje podobnego rodzaju, podnosi emocjonalny poziom w społeczeństwie, w którym żyjemy. Nie zdajemy sobie sprawy, że myśl o nienawiści, myśl o okrucieństwie, o złu, przedostaje się do świata emocjonalnego i oddziałuje na emocjonalną naturę innych ludzi, może nawet przybrać postać przestępstwa, jak wtedy, gdy nienawiść wzbudzona w grupie szanowanych obywateli wzbudza fale w świecie emocjonalnym, które uderzając w naturę przestępcy, nienawykłego do samokontroli i reagującego na emocje działaniem, mogą pobudzić go do zadania ciosu, który spowoduje czyjąś śmierć. Tak więc każdy, kto miał w sobie nienawiść, ponosi część odpowiedzialności za ten czyn w świetle Boskiej sprawiedliwości. Żyjemy zatem w znacznym stopniu nieświadomie, czynimy dobro lub zło nawet o tym nie wiedząc, wielokrotnie niszcząc coś cennego, nie uświadamiając sobie tej szkody, lub wielokrotnie pobudzamy innych do szlachetnego odczuwania, nie wiedząc, że partycypujemy w tym dziele.

(…)

Rolą misteriów jest więc niezmiennie przeprowadzenie pierwszej z tych wielkich inicjacji, które są długim przygotowaniem przed próbą, podczas którego adepci rozwijają w sobie stopniowo zdolności pozwalające im zrozumieć to, co jest kluczem do wiedzy, kluczem, który później obrócą w zamku drzwi otwierających przed nimi nowy świat, który będą zgłębiać. Tak więc każda inicjacja zawiera w sobie element próby lub wielu prób, którym aspirujący zostanie poddany. Próby te podyktowane są koniecznością posługiwania się różnymi siłami i energiami tego świata, mają dowieść, że zdobył on wiedzę pozwalającą mu nad nimi zapanować. Tak samo jak na płaszczyźnie wiedzy fizycznej, możecie przetestować wiedzę kandydata drogą eksperymentów praktycznych w wyższych wymiarach, gdzie te testy nazywane są inicjacją. Kandydat zostaje poddany próbie mającej na celu sprawdzić, jak dalece zapanował on nad siłami działającymi w świecie, którego ma stać się władcą. Zadaniem inicjowanego jest przedstawienie poziomu jego kontroli nad różnymi siłami pod postacią rozmaitych skomplikowanych eksperymentów. Wszystko zatem polega na pozyskaniu mocy i wiedzy, przy czym wiedza i moc są tożsame. Dzięki nim człowiek może zostać kandydatem do pierwszej inicjacji, do której przygotowaniem w dawnym świecie były misteria.

(…)

Idąc dalej wraz z nurtem odkrywamy, że stopniowo misteria przygotowywały uczniów do opuszczenia ciała i ewolucji wyższych wehikułów umożliwiających im przechodzenie do subtelniejszych światów, światów im obcych, których zjawiska mogli obserwować. To wszystko jednak pozostawało przed nimi ukryte, jeśli nie mieli w sobie żarliwości, gotowości do uczenia się. Wtedy poddawano ich niższym misteriom, które wymagały mniejszego przygotowania i które nie pozwalały osiągnąć tak wiele. Zamiast przechodzić do subtelniejszych światów, uczniowie, którzy wykształcili w sobie jakieś wyższe zmysły, mogli tylko oglądać ich żywe przedstawienia, niezdolni do swobodnego przemieszczania się w ciałach subtelniejszych niż fizyczne.

(…)

Dlatego pamiętajcie, że rozwijając się intelektualnie nie wolno wam słuchać autorytetów. Autorytet nie ma miejsca w świecie intelektu; żadnego miejsca. Pamiętajcie, co powiedział Pan Budda, On, oświecony: „Nie wierzcie w coś dlatego, że napisano o tym w świętej księdze; nie wierzcie w coś dlatego, że nauczał o tym prorok; nie wierzcie w coś dlatego, że wierzyli w to wasi ojcowie”; a wymieniwszy wszelkie możliwe podstawy dla wiary w świecie zewnętrznym, wypowiedział jedno pamiętne zdanie jako przestrogę dla swoich uczniów, by nigdy nie uczynili autorytetu z Niego samego, oświeconego: „Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że ja to mówię”.

Skoro więc On, najwyższe ucieleśnienie wiedzy na naszej planecie, On, który osiągnął to, co nazywamy najwyższym oświeceniem, którego imieniem jest mądrość, jeśli On mógł to powiedzieć tym, którzy Go otaczali: „Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że ja to mówię”, jakiż niższy człowiek albo Kościół, jakieś spisane słowo wielkiego mędrca, mogłoby się ośmielić nazywać siebie autorytetem, skoro wyrzekł się go Ten, który jest najwyższą mądrością. To jest nasza droga intelektualnej wolności. Jeśli więc nie mamy wierzyć nawet w to, co On mówi, z pewnością mamy prawo opierać się wszystkim niższym od Niego, którzy chcą narzucić swój autorytet naszej rozwijającej się inteligencji.

I nie jest to przejaw dumy. Wiem, że ludzie mówią o dumie intelektualnej; ale duma intelektualna oznacza, że jesteście dumni z tego, co osiągnęliście, co cenicie wyżej od osiągnięć innych ludzi. To przejaw zuchwałości, głupoty, przejaw ograniczonej wiedzy.

ISBN 13: 978-83-66388-62-8
EAN: 9788366388628

Dodatkowe informacje

Waga 200 g
Wymiary 14.5 × 20.5 cm
Autor

Annie Besant

Książka

okładka miękka

Objętość

110 stron