Annie Besant
O nastrojach


24,00 

Annie Besant w swym dziele O nastrojach zajęła się tematem zmiennych nastrojów oraz ich niekorzystnego wpływu na nasz rozwój duchowy, ale także na nasze codzienne życie. Naszym zadaniem jest dokładne zrozumienie mechanizmów rządzących tymi falami nastroju pozytywnego a następnie negatywnego, co jest cechą szczególną wszystkich zachodnich, materialistycznych społeczeństw.

SKU: 1013948 Kategoria:

Opis

Za nasz nastrój odpowiedzialne są czynniki, na które mamy całkowity wpływ. Wlicza się w to na przykład odpowiednia ilość snu, dbanie o siebie, czy nie nadwyrężanie swoich sił, jak również kontrolowanie wpływu świadomości zbiorowej na nasze osobiste doświadczenie. Owa ingerencja emocjonalna i myślowa pochodząca z doświadczenia innych może bowiem przybierać formę silnych sugestii na wrażliwą psychikę osoby rozwijającej się duchowo. Staje się to szczególnie ważne w czasach naznaczanych globalizacją i błyskawicznym rozpowszechnianiem się wiadomości, kiedy to coraz większe masy ludzi ulegają jednocześnie bardzo podobnym emocjom, myślom i nastrojom.

Ponadto prawo cykliczności niejako wymusza na naszych emocjach pewne reakcje, co wynika z podświadomych tendencji naszej jaźni. Autorka w wypadku wszystkich tych czynników podaje środki zaradcze, sposoby, przy pomocy których będziemy w stanie zharmonizować nasze życie emocjonalne, co będzie prowadziło do zaprowadzenia trwałej równowagi psychicznej.

Cytaty z książki:

Jak wszyscy wiemy, Towarzystwo Teozoficzne ma za zadanie szerzyć na świecie wielkie prawdy mądrości, a większość z nas wierzy w to, że prawdy te są zachowywane dla świata, pokolenie po pokoleniu, przez wielkie ciało duchowych nauczycieli, których nazywamy Białą Lożą. Nauczyciele ci mają prawo do naszej lojalności, ponieważ są największymi sługami ludzkości. Wyróżniają się oni spośród wszystkich innych pomocników ludzkości ogromem swojego poświęcenia dla dobra świata i doskonałością, z jaką ich służba jest wykonywana.

Nie jest przesadą mówić o nich, że ich istnienie polega na poświęceniu. Pomimo tego, że sprawy, którymi się zajmują, są wielkie, a mądrość, z jaką badają światy i rozwój ludzkości, jest dalekosiężna, to jednak wiemy – jak nam wszystkim powiedziano, a niektórzy z nas sami to zaobserwowali – że pomimo ogromu pracy i obowiązków, pozostają oni w najpełniejszej i najczulszej solidarności z indywidualnymi wysiłkami pojedynczych mężczyzn i kobiet. Dla nas, oczywiście, jest niemal niemożliwe uświadomić sobie, jak istoty tak wielkiego pokroju mogą również poświęcać się w sprawach tak małych. My sami, w miarę rozszerzania się naszych zainteresowań, jesteśmy skłonni do coraz mniejszej dbałości o szczegóły, do patrzenia na mniejsze rzeczy w życiu, jakby były nieistotne.

(…)

Proporcjonalnie do tego, jak osiągamy mądrość, która jest urzeczywistnieniem Jedynego życia, musimy również przejawiać miłość, która jest jednością tej mądrości przejawiającą się w różnorodności form; tak, jak mądrość uznaje, że wszystkie istnienia są jednością, tak samo oddzielne życie – uświadamiając sobie tę mądrość, a jednocześnie nieskończoną różnorodność oddzielnych form – stara się przyciągnąć własną formę do innych form, w jakich przebywa dusza.

Takie przyciąganie form przez życie jest tym, co znamy pod nazwą miłości; tak więc mądrość płaszczyzny buddhi jest miłością płaszczyzny emocjonalnej. I gdy ta mądrość zaczyna pączkować na wyższej płaszczyźnie, tak samo musi rozkwitać jej aspekt w naszych emocjach. To właśnie rozpoznanie w naszym życiu obowiązku poznania i obowiązku kochania kształtuje tę ostateczną doskonałość charakteru, do której każdy z nas powinien dążyć. W przeszłości z natury rozwijaliśmy się w sposób nierównomierny; rozwijaliśmy się być może silnie w kierunku wiedzy lub silnie w kierunku miłości i współczucia. Naszym obowiązkiem jest obecnie, gdy zaczynamy lepiej rozumieć te rzeczy, wzięcie swoich emocji we własne ręce, a swojej ewolucji pod własny nadzór; powinniśmy zobaczyć, że te dwie rzeczy, które wydają się tak różne tutaj, na dole, są tak naprawdę tylko dwoma aspektami tego samego życia, które przejawia się na wyższych płaszczyznach bytu. I kiedy patrzymy na to intelektualnie i próbujemy uświadomić to sobie emocjonalnie, rozwijamy typ charakteru, który przybliża nas do możliwości wtajemniczenia w wyższe życie, przygotowujemy się do rozwoju mądrości, która umożliwia otwarcie oczu na planie buddhi.

(…)

Jedną z wielkich przeszkód, jakie napotykamy na naszej drodze, zarówno w odniesieniu do przyrostu wiedzy, jak i do doskonalenia i pogłębiania naszych uczuć, jest trudność wynikająca ze zmienności nas samych, o której czasami mówimy jako o zmiennych nastrojach. A te są bardzo ciekawe i osobliwe; ciekawe, gdyż zdają się zmieniać cały nasz stosunek do tych rzeczy, co do których nasza pewność wydaje się być najmocniejsza; osobliwe ze względu na ogromną władzę, jaką nad nami sprawują. W kwietniowy dzień, kiedy chmury i słońce szybko następują po sobie, widzimy krajobraz w jednej chwili ciemny, potem jasny; następnie jedna jego część świeci jasno, podczas gdy inna część jest zachmurzona, i tak dalej; w miarę, jak zmieniają się chmury i słońce, zmienia się cały wygląd rzeczy, zarówno zacienionych, jak i oświetlonych; strumień, który błyszczy jak srebro w świetle słonecznym, przybiera szarą i matową barwę pod chmurą.

(…)

Widzimy te zmiany i wiemy, że wynikają one z faktu, że chmury i promienie słoneczne następują po sobie w relacji do tych rzeczy, stąd to relacja między nimi stanowi element zmiany i czyni ogromną różnicę w wyglądzie. I tak samo jest z nami. Nastroje, które mają tak ogromną władzę nad nami, które wpływają na nas tak głęboko, są zmiennymi chmurami i promieniami naszego intelektualnego i emocjonalnego temperamentu – głównie temperamentowi emocjonalnemu należy przypisać te zmienne nastroje. Bo chociaż jest prawdą, że jeśli chodzi o intelekt, to jest on czasem czujny, a czasem ospały, czasem szybki w pojmowaniu, a czasem powolny, czasem skłonny do pracy, a czasem do bezczynności, to jednak zmiany te nie stanowią istoty natury intelektualnej, lecz jedynie naturę intelektualną, która działa pod wpływem chmur lub promieni słonecznych, pojawiających się w kontakcie z płaszczyzną uczuciową. Kiedy chcemy poradzić sobie z nastrojami, które nas ogarniają, musimy prześledzić ich pochodzenie w obszarze emocji i nauczyć się, jak można sobie z nimi poradzić na tej właśnie płaszczyźnie.

(…)

Chciałabym na chwilę zatrzymać się nad pewnymi nastrojami, które nas nachodzą, a które nie mają na nas tak głębokiego wpływu, celem ich eliminacji i odróżnienia od nastrojów ważniejszych.

Po pierwsze, odczuwamy pewną zmienność nastrojów spowodowaną przez nasz układ nerwowy. Bardzo często przygnębienie lub uniesienie, rozdrażnienie lub spokój, są w dużym stopniu zależne od stanu nerwów fizycznych. Uczniowie badający swoją naturę powinni starać się oddzielać tego rodzaju nastroje od tych poważniejszych.

Takie rzeczy trzeba przezwyciężyć, pozbyć się ich zdecydowanie za pomocą pewnej dozy zdrowego rozsądku i zrozumienia. Najpierw musimy odseparować je od innych; musimy dostrzec, jak dalece kondycja naszego układu nerwowego jest źródłem naszych zmiennych nastrojów – odrobina dodatkowego napięcia nerwowego, dodatkowego zmęczenia, mniejszej ilości snu, spowoduje różnicę przy tego typu nastrojach.

(…)

Gdy rozpoznajemy, że dla odpowiedzialnych istot są to rzeczy, które trzeba brać pod uwagę, powinniśmy próbować je pokonać, starając się utrzymywać nasze ciała w takim zdrowiu, jak to tylko możliwe, co jest naszym obowiązkiem względem nas samych, jak i osób znajdujących się wokół nas; jeśli ciało szwankuje, to siłą rzeczy będzie dochodziło do reakcji układu nerwowego na nasze nastroje, chyba że jesteśmy bardzo silni. Możemy być wystarczająco silni, aby temu zapobiec; jednak nie możemy być wystarczająco silni, aby działać przeciwko temu, udawać, że nasz układ nerwowy ma się dobrze. Jedną z konieczności staje się świadome mierzenie sił na zamiary i dopasowywanie do niej tego, co robimy.

(…)

Odłóżmy na bok ten rodzaj nastrojów i zajmijmy się innym, który bardzo często jest niezwykle przykry, ale byłby mniej dolegliwy, gdyby był właściwie rozumiany. Mam na myśli ten, który pochodzi z naszej rosnącej wrażliwości na uwarunkowania nadfizyczne. Pojawia się on, zanim rozwiniemy się na tyle, by rozpoznać, czym są owe wpływy. W miarę, jak rozwijamy nasze ciało astralne, nie tylko otrzymuje ono więcej wrażeń z płaszczyzny astralnej, ale również przekazuje je w szerszym zakresie ciału fizycznemu. W rezultacie może pojawiać się u nas nastrój wielkiego przygnębienia, którego nie potrafimy w żaden sposób wytłumaczyć. Nastrój taki bardzo często jest po prostu cieniem pochodzącym z planu astralnego, z którym tak naprawdę mamy tyle wspólnego, co strumień płynący w cieniu chmury ma coś wspólnego z chmurą. Owe chmury nadciągają na nas z planu astralnego czasami dlatego, że ktoś, kogo kochamy na odległość, cierpi, czasami dlatego, że jakieś nieszczęście jest na naszej drodze i jego cień je poprzedza – zobaczyliśmy i poczuliśmy je na planie astralnym, zanim pojawiło się na planie fizycznym.

(…)

Czasami jest tak, że jakieś kłopoty, nie te bezpośrednio związane z nami, lecz te w naszym sąsiedztwie, wywołują pewne wibracje, na które nieświadomie i współczująco reagujemy, a im szersze jest pole naszego współczucia, tym bardziej jesteśmy podatni na tego rodzaju przygnębienie. Dla przykładu, ludzie, którzy czują się mocno związani ze sprawami publicznymi, którzy są głęboko zainteresowani dobrobytem dużej ilości bliźnich, odczuwają czasami bardzo silne przygnębienie z powodu publicznych nieszczęść, które nadciągają lub trwają w danym momencie. Weźmy na przykład kłopoty spowodowane przez wielki strajk. Wielu ludzi, którzy nie są bezpośrednio poszkodowani, którzy sami nie cierpią fizycznie, mogą odczuwać przygnębienie z powodu rzeczywistych cierpień ludzi dotkniętych przygnębieniem w tym czasie, i tak samo jest z wieloma wydarzeniami publicznymi, zarówno tymi nadchodzącymi, jak i aktualnymi.

(…)

Co zatem może zrobić człowiek, gdy pojawi się u niego taki nastrój? Jedynym sposobem, jaki znam, jest wyraźne i zdecydowane uznanie obowiązujących wyższych praw; uświadomienie sobie i poczucie, że nie może przyjść na nas lub na innych nic, co nie jest zgodne z tym prawem; świadomość, że cokolwiek nadejdzie, zmierza do dobrego celu; intensywne wewnętrzne przekonanie, że tak jak w przypadku kłopotów, które widzimy i rozumiemy, świadomie uczymy się, by je zaakceptować i przeżyć, tak samo mamy postępować z takimi niewyraźnymi i mglistymi zagadnieniami.

Nie powinniśmy pozwolić, aby te mgliste konstrukty obezwładniały nas, by ta niewyraźna treść zaślepiała nasze umysły na działanie prawa. Powinniśmy nawykowo kultywować stan umysłu, który stawia czoło wszystkiemu z nieustraszonością, pamiętając o wielkiej prawdzie zapisanej we wschodnich pismach: „Brahman jest nieustraszony”. Ci, którzy podzielają Jego naturę, powinni również dzielić Jego nieustraszoność. Kultywowanie ducha pozbawionego lęku jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie każdy z nas może zrobić. Powinniśmy stawiać czoło światu, wiedząc, że jest on pełen chmur i słońca, i być chętnym do przechodzenia przez każdy z tych aspektów po kolei, odmawiając panowania uczuciu przygnębienia, rozpoznając je jako cień rzucany na nas z zewnątrz i odmawiając pozwolenia, by ów cień dotykał światła, które jest w wewnątrz nas. Takie jasne rozpoznanie, że wiele z chmur przygnębienia jest po prostu pochodzenia astralnego, patrzenie na nie spokojnie i świadomie, na ogół usuwa je z naszej drogi i sprawia, że zajmują one właściwe miejsce jako interesujące fakty psychologiczne, którym nie pozwalamy zakłócać ani naruszać naszego spokoju.

(…)

Nastroje takie można zatem nazwać mniej ważnymi: te, które pochodzą z układu nerwowego, i te, z regionów astralnych. Ci z was, którzy pragną stać się bardziej wrażliwi i rozwinąć wewnętrzne zdolności psychiczne, powinni zastanowić się nad tym, jak wyglądałoby ich życie w fizyczności, gdyby stale mieli w pamięci wszystkie te wydarzenia na planie astralnym, które mają tak wielką moc przygnębiającą, ponieważ dopóki nie wyrosną całkowicie z tych nastrojów, dopóki nie pozbędą się braku zaufania do prawa, lepiej, żeby ich oczy pozostawały zamknięte. Byłoby niemożliwe, abyś zaznał choć chwili spokoju lub ciszy, gdyby owo szersze życie na ciebie napierało i gdybyś dostrzegał z jednej strony wszystkie jego utrapienia i zastanawiał się, jak im sprostać, a z drugiej strony wszystkie jego radości z nieuniknionym uniesieniem i niecierpliwością, jakie owa ekscytacja niesie ze sobą.

(…)

Przechodząc od mniej istotnych do ważniejszych nastrojów zastanówmy się, co jest takiego w nas, co sprawia, że w jednym momencie jesteśmy pełni entuzjazmu, a w drugim całkiem przeciwnie? Dlaczego, mówiąc wprost, w jednym momencie nasza teozoficzna praca jawi się nam jako jedyna rzecz, która sprawia, że życie jest warte przeżycia, a w innym (jeśli będziemy wobec siebie szczerzy) nic nas ona nie obchodzi, nie mamy dla niej ani miłości, ani chęci. Wiem, że to mocne słowa, ale nie sądzę, by były zbyt stanowcze; sama to odczuwałam raz po raz. Ludziom trudno jest być w takim nastroju głównie dlatego, iż myślą wtenczas, że nagle cofnęli się w rozwoju lub ponieśli jakąś ogromną porażkę. Nic takiego nie ma miejsca, co więcej, te uczucia braku troski lub obojętności wobec naszych ideałów nie mają same w sobie żadnego znaczenia.

(…)

Ważne jest tylko, co czynimy pod ich wpływem; to, co czujemy, nie ma większego znaczenia, natomiast to, jak postępujemy pod wpływem odczuć, ma ogromne znaczenie i to jest prawdziwy sprawdzian naszego entuzjazmu. Czy gdy nam nie zależy, zachowujemy się dokładnie tak, jakby nam zależało? Czy jesteśmy wystarczająco silni, kiedy czujemy, że wszystko jest martwe, aby kontynuować to dokładnie w taki sposób, jakby wszystko tętniło najżywszym życiem? Czy potrafimy pracować równie wytrwale, służyć tak całkowicie, poświęcać się tak całkowicie, gdy ideał jest niewyraźny i mglisty, jak wtedy, gdy jest jaśniejący i wypełnia nasze życie światłem? Jeśli potrafimy to zrobić, nasze poświęcenie jest czegoś warte; jeśli nie potrafimy, musimy się jeszcze wiele nauczyć. I to jest jedna z myśli, które chciałabym wzbudzić w każdym z nas, ponieważ nie da się od tych zmian nastroju uciec, dopóki nie wzniesiemy się bardzo wysoko. Nie wiem w istocie, jak wysoko należy się wznieść, aby wykroczyć poza to stadium.

(…)

Poznamy wtedy owo prawo okresowości mówiące, że zmiany przyjdą, a my będziemy gotowi, by im sprostać. Gdy nadejdzie nastrój zniechęcenia, powiemy spokojnie: „Przez dłuższy czas byłem bardzo entuzjastyczny; z konieczności muszę teraz odczuwać coś przeciwnego”. W chwili, gdy potrafimy to wypowiedzieć i o tym pomyśleć, moc ciemności nad nami maleje; ciemność obecna jest jak dawniej, ale oddzieliliśmy się od niej; widzimy ją jako rzecz zewnętrzną, która nie zalewa zakamarków naszej duszy, jako coś należącego do niższego, zmiennego ciała astralnego. I przez taki właśnie akt dystansu, przez uznanie prawa, które jest dobre w swoim działaniu, pamiętamy o dniu w ciemnościach nocy i o ciemnościach nocy za dnia. Niektórzy ludzie nie dbają o to, by pamiętać o ciemności w czasach światła. Ale jeśli chcą zdobyć władzę nad jednym i drugim, muszą to zrobić. Muszą kontrolować nastrój nadmiernego uniesienia tak samo, jak nastrój nadmiernego przygnębienia. Nastrój lekkości jest bardziej niebezpieczny niż ciemności; zawiera w sobie więcej niebezpieczeństw, ponieważ właśnie w czasie, gdy czujemy się najbardziej podekscytowani, czynimy rzeczy, których potem żałujemy, i tracimy czujność, którą ucisk ciemności każe nam zachować. Wartownik jest mniej ostrożny w świetle dnia niż nocą i dlatego czasem łatwiej go zaskoczyć. Większość potknięć popełniamy raczej w czasie blasku niż w czasie ciemności. Zrozumienie prawa rytmu jest więc pierwszym krokiem do opanowania naszych nastrojów.

(…)

Następnym krokiem będzie ten intelektualny, który definitywnie uznaje, że ideał, który raz został rozpoznany jako piękny, musi być piękny wciąż, choć jego urok mógł dla nas przeminąć. To, co jest piękne, nie może przestać być takie tylko dlatego, że nasze oczy straciły wzrok. Sprowadźmy jasne światło intelektu na chmury, uświadommy sobie, że to, co było postrzegane jako dobre, nadal jest dobre, bez względu na to, jakie chmury kłębią się wokół ideału. I tak jak marynarz obiera kierunek według słońca i gwiazd, gdy je widzi, i kieruje się tymi wskazówkami również wtedy, gdy chmury zakrywają niebo, tak samo my gdy chmury emocji są nieobecne, powinniśmy obierać nasz kierunek według słońca i gwiazd piękna i prawdy, a następnie kierować naszym kursem według nich wiedząc, że owe wieczyste światła nie zmieniły się, choć chmury mogły je zakryć, a wokół panuje burza i ciemność.

(…)

Zrozumienie prawa cykliczności, oparcie naszych ideałów na intelekcie, a nie tylko na emocjach (bo intelekt jest przy nas, gdy emocje zawodzą), to dwa najważniejsze środki, dzięki którym stajemy w spokoju w obliczu zmiennych nastrojów. Następnie trwałe usiłowanie dzień po dniu, by uświadamiać sobie siebie samego jako wiecznego i niezmiennego, i odkładanie na bok wszystkiego w nas, co zmienne, jako nie nas samych – oto praktyka przeprowadzająca nas ponad zmienność nastrojów do pokoju. Musimy uczynić ją częścią naszej codziennej myśli. Poświęćmy jedną minutę lub kilka minut rano na zdecydowane rozpoznawanie: „Jestem niezmiennym, wiecznym Ja”. Powtarzajmy to, zatrzymujmy się nad tym, aż stanie się to nieustającą muzyką, którą będziemy mogli usłyszeć w każdej chwili, gdy tylko odwrócimy uszy od hałasu i zgiełku ulic. Uczyńmy z tego nawykową myśl, a z czasem stanie się ona myślą przewodnią, tak że zawsze będzie w nas grała: „Jestem niezmiennym, wiecznym Ja”. Jakaż to siła! Jakież piękno! Jaka chwała! Nikt nie może nawet o tym śnić, z wyjątkiem tych, którzy przez moment to poczuli. Gdybyśmy mogli zawsze żyć w takiej myśli, bylibyśmy jak bogowie kroczący po ziemi: nawet jej przebłyski zdają się wnosić pokój i piękno boskości w nasze małostkowe i szare życie.

ISBN 13: 978-83-66388-35-2
EAN: 9788366388352

Informacje dodatkowe

Waga150 g
Wymiary14,5 × 20,5 cm
Autor

Annie Besant

Książka

okładka miękka

Objętość

26 stron