Annie Besant
Ścieżka ucznia


39,00 

Rozpatrując ludzkie życie z perspektywy niezliczonych inkarnacji zauważamy, że pierwszym jego etapem jest potrzeba zaspokajania niższej natury, pragnienie cieszenia się tym, co świat ma do zaoferowania. Wiąże to duszę do kołowrotu ponownych narodzin w świecie, do reinkarnacji, tak aby owe pragnienia mogły zostać spełnione. Drugim etapem jest praktyka karma jogi / oczyszczenia, działanie z poczucia obowiązku, świadome uczestnictwo w wielkim dziele ewolucji świata. Kolejnym etapem jest poświęcanie się nie tylko z obowiązku, lecz w akcie radosnego oddawania wszystkiego w służbie Najwyższemu.

SKU: 1014815 Kategoria:

Opis

Takie dusze poszukują nauczycieli i są gotowe zostać uczniami nie tylko po to, by osiągnąć wyzwolenie, czy uniknąć trudności życia, lecz by stać się pomocnikami, nauczycielami i zbawcami ludzkości, oddając to, co same otrzymały od Nauczycieli idących przed nimi. Taka dusza musi zapanować nad własnym niespokojnym umysłem poprzez praktykę medytacji, czyli trening umysłu w koncentracji i skupianiu myśli na Mistrzu i Jego doskonałych cechach, takich jak np. Czystość, Prawda, Współczucie czy Odwaga. Następnie na ucznia czeka ścieżka Próby, czyli czterech Wielkich Inicjacji.

W ostatnim rozdziale autorka przedstawia drogę rozwoju całej ludzkości w nachodzących eonach w procesie ewolucji, która poprowadzi człowieka do nieskończonej Wielkości i Chwały.

Cytaty z książki:

Rodzi się pytanie – wiem, że powstaje ono w wielu umysłach, bo słyszę o nim raz po raz zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie – dlaczego proces ewolucji zawiera tak wiele trudności, dlaczego dochodzi w nim do tak wielu porażek, dlaczego ludzie popełniają tak wiele błędów, zanim udaje im się zrobić coś właściwie, dlaczego gonią za złem, które ich degraduje, zamiast podążać za dobrem, które ich uszlachetnia? Czy nie było możliwe dla Logosu naszego wszechświata, dla dewów, którzy są Jego wykonawcami, dla wielkich Manu, którzy przybyli, by kierować naszą raczkującą ludzkością – czy nie mogli oni zaplanować procesu tej ewolucji tak, by nie występowały w nim błędy i porażki? Czy nie mogli tak nami pokierować, byśmy podążali prostą i bezpośrednią drogą, zamiast iść wijącymi się, niebezpiecznymi ścieżkami?

Oto dlaczego proces ewolucji ludzkości jest tak trudny. Rozumiemy to teraz, pamiętając o celu, który mamy osiągnąć. Zaiste, łatwo byłoby stworzyć ludzkość doskonałą, łatwo byłoby pokierować jej świeżymi zdolnościami, wykorzystać je tak, by zawsze służyły dobru, by nigdy nie zwróciły się w stronę tego, co nazywamy złem. Jakie jednak musiałyby być skutki takich ułatwień? Człowiek byłby automatem poruszanym siłą zewnętrzną, podlegającym nieznającym sprzeciwu prawom, przed którymi nie mógłby uciec. Takim prawom podlega świat minerałów; pokrewieństwo łączące ze sobą atomy także opiera się na prawie przymusu. W miarę jednak jak wznosimy się coraz wyżej, zyskujemy coraz większą wolność, która w człowieku przybiera poziom spontanicznie operującej energii, wolności wyboru, będącej kiełkującą manifestacją Boga, jaźni. Celem tego procesu nie było więc stworzenie automatów, które posłusznie podążałyby ścieżką dla nich wytyczoną, lecz odzwierciedlenie samego Logosu, stworzenie wielkiego grona mądrych, doskonałych ludzi, którzy powinni dokonywać najlepszych wyborów w oparciu o swoją wiedzę i zrozumienie, którzy powinni umieć odrzucać to, co najgorsze, bo dzięki doświadczeniu przekonali się o jego nieadekwatności, poznali smutek, który jest jego owocem.

(…)

Spoglądając wstecz, widzimy wielkie cywilizacje o Boskich początkach, która stopniowo ulegały degeneracji na skutek nieprzezwyciężonej niższej natury człowieka, zmierzając do upadku, do którego popychały ją nieokiełznane ludzkie namiętności. Badając przeszłość Indii, możemy zaobserwować, jak doskonała była polityka tego kraju, jak wspaniale rozwijała się w nim duchowość, i jak w kolejnych tysiącleciach następował jego stopniowy upadek, kiedy kierująca dłoń usunęła się, stała się niewidzialna dla człowieka. Tak więc ludzkość ponownie błądzi i upada, ucząc się chodzić. Widzimy, jak w każdym przypadku dochodzi do porażek w urzeczywistnianiu Boskiego ideału. Patrzymy na nasz współczesny świat i widzimy, że niższa natura człowieka zwycięża nad Boskim ideałem ustanowionym dla niej u początków istnienia rasy aryjskiej.

(…)

Na początku ludzie działają dla zaspokajania własnych potrzeb i w taki sposób zdobywają doświadczenie. Potem uczą się działać z poczucia obowiązku i dzięki temu mogą podjąć praktykę jogi w swoim życiu codziennym. Ostatecznie każde działanie staje się radosną ofiarą, za którą nie oczekują niczego w zamian, wkładają całą energię w pracę i tak dopełniają dzieła połączenia.

(…)

Praktyka jogi jest umiarkowaną samokontrolą, świadomym treningiem niższej natury, spokojnym wyborem czystego pożywienia, dbałością w wykonywaniu wszystkich czynności, uważnym ćwiczeniem i wprowadzaniem dyscypliny, by całe ciało znalazło się pod kontrolą woli i jaźni. Dlatego zalecono życie rodzinne, domowe. Bo ludzie nie powinni się decydować na trudne życie w celibacie, to jest droga dla nielicznych. Brahmaczaria nie jest dla wszystkich. Wiodąc życie rodzinne ludzie uczyli się kontrolować i powściągać swoje pożądanie seksualne, lecz go nie dławić – co jest niemożliwością dla większości – i gdyby tę praktykę usiłowali wprowadzić w życie ludzie lekkomyślni, musiałoby to przynieść katastrofalne skutki. Nie można zapanować nad swoją seksualnością pojedynczym wysiłkiem, całkowitym wyrzeczeniem, należy się ćwiczyć w umiarkowaniu, praktykować powściągliwość w domu, gdzie niższa natura powinna stopniowo ulegać wyższej woli, stopniowo rezygnować z przesadnej aktywności, by ostatecznie podporządkować się Jedynemu. I tu jest właśnie miejsce dla karma jogi. Pan domu ćwiczy się w samokontroli, w umiarkowaniu, podporządkowując swoją niższą naturę wyższej, trenując ją każdego dnia, aż stanie się posłuszna jego woli. W ten sposób oczyszcza swoje ciało i przygotowuje się do wejścia na wyższe ścieżki jogi. Dalej musi oczyścić się z namiętności niższej natury.

(…)

Drugim przykładem niech będzie miłość. Możecie ją przejawiać w niższej, brutalnej formie – zwierzęca namiętność płci to najniższy, najnędzniejszy jej wyraz, nie obchodzi jej bowiem charakter osoby, do której odczuwa przywiązanie, nie dba o piękno natury mentalnej i moralnej; pociąga ją jedynie piękno fizyczne, pociąga ją fizyczność, dba o przyjemności zmysłowe. To namiętność w najniższej postaci. Interesuje ją wyłącznie zaspokojenie swojego Ja. Taką namiętność poddaje oczyszczeniu ten, kto podąża ścieżką karma jogi w stronę miłości, która gotowa jest poświęcić się temu, kogo kocha. Wypełnia swoje obowiązki rodzinne, dba o żonę i dzieci, chcąc dla nich jak najlepiej rezygnuje ze swoich upodobań, z czasu wolnego i przyjemności; pracuje, by jego rodzinie wiodło się lepiej, by zaspokoić jej potrzeby. Miłość takiego człowieka nie szuka już tylko przyjemności, pragnie nieść pomoc tym, których kocha, pragnie wziąć na siebie zło, które im zagraża, chronić ich, ocalić i strzec.

Podążając ścieżką karma jogi człowiek oczyszcza swoją miłość z egoizmu i to, co było przejawem zwierzęcej namiętności wobec płci przeciwnej, staje się miłością męża, ojca, starszego brata, krewnego, która wypełnia swoje powinności, pracuje dla dobra ukochanej osoby, aby jej życie było łatwiejsze i szczęśliwsze. A potem przychodzi ostatni etap, kiedy miłość oczyszczona z poczucia Ja obejmuje wszystkich. Nie tylko wąski krąg rodziny, lecz każdego, kto potrzebuje pomocy, w każdym głodnym człowieku widzi brata, którego należy nakarmić, w każdej opuszczonej kobiecie widzi siostrę, która potrzebuje obrony. Widząc kogoś, kto jest osamotniony, człowiek oczyszczony staje się dla niego ojcem, bratem i pomocnikiem, nie dlatego, że darzy go osobistym uczuciem, lecz dzięki miłości idealnej, ponieważ pragnie obdarowywać innych dla samej miłości, nie oczekując, że ktoś tę miłość odwzajemni. Najwyższa forma miłości, miłości wyrastającej z praktyki karma jogi, nie prosi o nic w zamian; nie oczekuje wdzięczności; nie szuka uznania; nie, ona czerpie większą radość z tego, że pozostaje niezauważona, niż gdyby jej działania miały jej przynieść pochwałę. Ostateczne oczyszczenie miłości następuje wtedy, kiedy osiąga ona poziom Boskości, kiedy daje z siebie dlatego, że w jej naturze leży dzielenie się szczęściem, kiedy nie prosi o nic dla siebie, pragnąc jedynie ucieszyć innych.

(…)

Na czele każdej religii stoją ludzie wyrastający ponad przeciętność, ludzie, którzy ofiarowali swoim współbraciom wielkie pisma, którzy podarowali im religie zewnętrzne, którzy daleko przewyższali innych swoją duchową mądrością opromieniającą ich blaskiem i duchowym wglądem. Widzieli oni i przekazywali innym świadectwo tego, co widzieli. Tych wielkich nauczycieli łączyły pewne znamienne cechy. Nie argumentowali swoich słów, lecz je głosili. Nie prowadzili dyskusji, poprzestając na stwierdzeniach. Nie wyciągali logicznych wniosków, kierując się duchową intuicją. Pojawiali się i przemawiali z pozycji autorytetów, którą w pełni usprawiedliwiała treść ich słów. Bo ludzkie serca rozpoznawały prawdę ich nauk, nawet jeśli nie potrafiły ich pojąć intelektualnie. Bo w sercu każdego człowieka panuje duchowa zasada, do której odwołuje się każdy Boski nauczyciel, odpowiadająca prawdzie duchowej deklaracji, choćby wzrok intelektu nie był wystarczająco bystry, by odróżnić rzeczywistość tego, co postrzega Duch.

Ci wielcy występowali w historii jako najwięksi nauczyciele, jak również jako ci, których uznajemy za największych filozofów. Ci są inicjowanymi, którzy stali się czymś więcej niż ludźmi. Tacy inicjowani żyją na naszym świecie także i dzisiaj, jak żyli zawsze. Jakże bowiem śmierć mogłaby dotknąć tych, którzy pokonali życie i śmierć, którzy stali się panami całej niższej natury? Ewoluowali oni w ciągu tysięcy lat, niektórzy wywodzą się z naszego rodzaju ludzkiego, inni z ludzkości starszej niż nasza. Część z nich przybyła z innych światów, z innych planet, w czasach, kiedy nasza ludzkość była jeszcze dzieckiem; inni wyrośli, kiedy ta ludzkość podążała już wystarczająco długo ścieżką ewolucji, by zrodzić własnych inicjowanych, guru naszego rodzaju, którzy mieli pomagać ludzkości w dotarciu do miejsca, do którego przynależeli. Kiedy tacy ludzie podążają tą ścieżką i osiągają jej kres, śmierć traci nad nimi wszelką władzę, dlatego ich istnienie nie ma kontynuacji; już sam fakt, że odnajdujemy ich w historii, jest gwarancją ich dzisiejszej obecności. To powinno wystarczyć, by dowieść ich istnienia bez coraz liczniejszych z każdym rokiem świadectw tych, którzy ich odnaleźli, którzy ich poznali, którzy czerpali od nich nauki, którzy poznali lekcję u ich stóp. Bo w naszych czasach, w naszej teraźniejszości, ludzie jeden po drugim odnajdują starożytną ścieżkę, wąską ścieżkę, stromą jak ostrze brzytwy, wiodącą w górę ku bramie ucznia, przechodzą przez tę bramę i zostają uczniami. Każdy, kto ją odnajduje, staje się świadkiem głoszącym dzisiaj prawdę zawartą w starożytnych pismach. Wkraczając na tę ścieżkę może nią podążać, przekraczając kolejne etapy.

(…)

Kto nie umie nad sobą panować, narzucić sobie dyscypliny, kto ulega porywom zmysłów, ma zaiste wiele do zrobienia w tej dziedzinie, lecz nie tylko w tej. Porównując cechy człowieka obdarzonego silną wolą i tego, który jawi nam się jako słaby, stwierdzamy, że ten, który ma silną wolę, w obliczu trudności lub pokus będzie postępował zgodnie z tym, co dyktuje mu rozsądek, będzie kierował się tym, co dyktuje mu doświadczenie. Mówimy wtedy, że taki człowiek ma silną wolę, że nie jest ofiarą okoliczności, że nie ulega każdemu impulsowi, nie przypomina okrętu miotanego wzburzonymi falami, popychanego przez wiatry. Jest raczej jak statek, u którego steru stoi doświadczony żeglarz, umiejętnie wykorzystujący morskie prądy i wiatry, by płynąć tam, dokąd chce dopłynąć, który trzyma mocno ster woli, by podążać obraną drogą. To prawda, że różnica pomiędzy silną i słabą wolą jest oznaką rosnącej indywidualności; w miarę procesu rozwoju, w miarę rozwoju indywidualności, ta wewnętrzna moc nadawania sobie kierunku jest najwyraźniejszą oznaką postępu.

(…)

Dyscyplinując umysł, zrobicie zapewne kolejny krok w stronę medytacji. Medytacja jest celowym, formalnym treningiem umysłu w koncentracji i skupieniu myśli. Musicie ją praktykować każdego dnia, bo dzięki temu zyskacie pomoc w postaci automatycznych czynności ciała i umysłu. To, co wykonujemy codziennie, staje się nawykiem; to, co wykonujemy codziennie, nie wymaga wysiłku; to, co trudno jest zacząć, staje się łatwe dzięki praktyce. Medytacja jest po części aktem religijnym, a po części intelektualnym, a człowiek mądry, który narzuca sobie dyscyplinę pragnąc stać się uczniem, medytuje na te dwa sposoby. Koncentruje swój umysł, skupia swe myśli na Boskim ideale, na nauczycielu, którego, choć dziś jeszcze nie spotkał, ma wciąż nadzieję odnaleźć. Mając przed oczami ten ideał, koncentruje na nim swój niższy umysł w godzinie medytacji i aspiruje do sięgania swoją skupioną niezachwianą myślą wyżyn. W miarę rozwoju umysłu staje się to coraz łatwiejsze; medytując o ideale, człowiek zaczyna go odzwierciedlać, coraz bardziej się do niego zbliżać. To jest jedna z twórczych mocy umysłu – stajemy się tym, o czym rozmyślamy; i jeśli będziemy rozmyślali codziennie o doskonałej ludzkości, będziemy wzrastać w tym kierunku.

Stopniowo odkryjemy, że wytrwale koncentrując umysł na tym ideale, aspirując coraz wyżej, pragnąc się z nim połączyć, odkryjemy w czasie medytacji, że niższy umysł się uspokaja, milknie, podczas gdy świat zewnętrzny odpływa ze świadomości, a nasze wnętrze opromienia blask głębszej świadomości – świadomości wyższej od indywidualnej, rozumiejącej i wiedzącej, czym jest. Bo kiedy niższy umysł zostaje tak uciszony, kiedy zostaje uspokojony, jest jak niezmącona tafla jeziora, nieporuszana wiatrem ani podwodnym nurtem. To jezioro jest jak lustro; w jego lustrzanej powierzchni, absolutnie spokojnej, odbijają się promienie słońca. Tak samo wyższa świadomość odbija się w lustrze uspokojonego niższego umysłu. I wtedy człowiek wie, nie z przekazów autorytetu, lecz dzięki własnemu poznaniu, że jest czymś więcej niż umysł, który zrozumiał jako intelekt, że jego świadomość jest większa niż ulotna świadomość umysłu; wtedy może zacząć się identyfikować z tym, co wyższe, i choćby przez chwilę dostrzega przebłysk majestatu jaźni.

(…)

Codzienna praktyka medytacji, regularna praktyka miesiąc po miesiącu, rok po roku, sprawia, że stopniowo obejmuje ona całe życie, staje się nieprzerwanym procesem. Początkowo uważność ogranicza się do praktyki samej medytacji; z czasem jednak rozprzestrzenia się na całe życie.

(…)

Doprowadziłam was do punktu, w którym człowiek próbujący poprawić swoje życie i zapanować nad swymi myślami, by przygotować się do bycia uczniem, zwraca na siebie uwagę jakiegoś wielkiego nauczyciela, uwagę guru, dzięki któremu będzie mógł rozpocząć pierwszy etap uczniowskiej ścieżki. I to właśnie ten etap będziemy rozważali. Choć jest to temat obszerny, muszę spróbować opisać całe życie ucznia.

Tak więc ten pierwszy etap nazywamy „ścieżką próby”, próby rozumianej jako wstęp do etapu bycia przyjętym jako uczeń.

(…)

Pierwszą próbą jest zatem rezultat nagromadzonych doświadczeń; budzą się one w uczniu i ćwiczą go w sztuce rozróżniania, Viveka: w rozróżnianiu tego, co rzeczywiste i nierzeczywiste, tego, co wieczne i ulotne.

(…)

Musi więc mieć otwarte oczy, musi przenikać zasłonę mai, przynajmniej na tyle, by oceniać rzeczy ziemskie podług ich prawdziwej wartości, bo z Viveka rodzi się druga próba.

Ta próba to Vairagya. Wskazywałam wam już, że człowiek musi zacząć się ćwiczyć w oddzielaniu swoich działań od ich owoców. Musi się szkolić w działaniu rozumianym jako powinność, nie oglądając się na osobiste korzyści. Zakładamy, że jest to proces obejmujący wiele wcieleń, zanim uczeń osiągnie poziom wymagany do przejścia inicjacji, poziom, na którym stanie się obojętny wobec spraw ziemskich. Ta obojętność wobec wszystkiego, co ziemskie, Vairagya, jest drugą z prób na ścieżce uczniowskiej. Osiągnął on już poziom Viveka i, jak widzieliśmy, oznacza on zdolność rozróżniania pomiędzy rzeczywistym a nierzeczywistym, pomiędzy ulotnym a trwałym.

(…)

Kolejnym etapem na ścieżce próby jest Shatsampatti, grupa sześciu cech umysłu, sześciu atrybutów umysłu przejawiających się w życiu kandydata na ucznia – jak być może możemy go nazywać.

(…)

Trzecim atrybutem umysłu określającym tę postawę wewnętrznego człowieka jest Uparati, pojęcie, które najlepiej chyba przetłumaczyć jako szeroko pojętą, szlachetną i trwałą tolerancję – używam tego słowa w najszerszym znaczeniu, jakie można mu nadać – tolerancję wobec wszystkiego, co nas otacza, rodzaj subtelnej cierpliwości zdolnej czekać, zrozumieć, a przez to nie wymagać od nikogo więcej, niż może on dać.

(…)

Kolejnym atrybutem wymaganym dla obrania tej postawy mentalnej jest Titiksha, wytrwałość, cierpliwe znoszenie wszystkiego, co do nas przychodzi, nieodrzucanie niczego.

(…)

Człowiek, który wszedł na ścieżkę próby, pragnie osiągnąć w bardzo ograniczonym cyklu istnień to, co inny człowiek z tego świata osiąga przez setki wcieleń.

(…)

Cóż więc dziwnego w stwierdzeniu, że potrzebna jest nam wytrwałość w podążaniu ścieżką próby, na której nie powinniśmy zawracać, na której nie wolno nam popadać w zniechęcenie? Może się komuś wydawać, że wszystko sprzysięgło się przeciwko niemu. Może myśleć, że mistrz go opuścił. Dlaczego, skoro stara się postępować najlepiej, jak umie, spotyka go wszystko, co najgorsze? Dlaczego, żyjąc lepiej niż kiedykolwiek przedtem, napotyka tyle trudności i cierpienia? Wydaje się to tak niesprawiedliwe, tak bardzo trudne, tak okrutne, że skoro żyje dużo godniej niż kiedykolwiek, los wydaje się go traktować dużo gorzej. Musi więc wytrzymać tę próbę, nie wolno mu dopuścić do siebie poczucia krzywdy.

(…)

Jak już powiedziałam, ścieżka dzieli się na cztery różne etapy, oddzielone od siebie poprzez inicjacje. Inicjacja oznacza rozwój świadomości następujący z bezpośredniej interwencji guru pełniącego rolę Wielkiego Inicjującego ludzkości, który sprawia, że człowiek rodzi się po raz drugi w Jego imię. Ten rozwój świadomości jest istotą inicjacji, oferuje bowiem „klucz do wiedzy”; otwiera przed inicjowanym nowe obszary wiedzy i mocy, daje mu do ręki klucz otwierający drzwi natury. Po co? Aby mógł lepiej służyć światu; by pogłębić jego zdolność służenia innym; aby umiał zjednoczyć tych żyjących w rozproszeniu ludzi, którzy ślubowali ludzkości, wyrzekając się swojego niższego Ja, którzy nie mają innych celów poza służeniem mistrzowi i ludzkości, którzy wiedzą, że służba mistrzowi i ludzkości jest jedną i tą samą służbą; których nie interesuje już to, co świat ma im do zaoferowania; którzy poświęcili się na zawsze służbie Wielkim Istotom, stali się narzędziami w ich dziele, kanałami, za pośrednictwem których One mogą udzielać pomocy ludziom i udzielać im swojej łaski.

ISBN 13: 978-83-66388-54-3
EAN: 9788366388543

Dodatkowe informacje

Waga 200 g
Wymiary 14.5 × 20.5 cm
Autor

Annie Besant

Książka

okładka miękka

Objętość

122 strony