Annie Besant
Odwieczna
Mądrość
Tom 2

44,00 

W drugim tomie tego dzieła autorka dzieli się dalszymi aspektami pradawnej wiedzy prowadzącej do rozpoznania naszej prawdziwej istoty – Wyższej Jaźni. Poświęca wiele miejsca szczegółowemu przedstawieniu koncepcji reinkarnacji. Dowodzi, że proces reinkarnacji rozciąga się od królestwa minerałów, poprzez królestwo roślin i zwierząt oraz kontynuowany jest w człowieku. Jego ukoronowaniem jest przejście człowieka do jeszcze wyższego królestwa – czystego Ducha.

SKU: 1014296 Kategoria:

Opis

Annie Besant następnie zajmuje się karmą, jej wpływem na każdego z ludzi oraz tym, jak akceptacja reinkarnacji i karmy wprowadzają w codzienne życie spokój i zadowolenie. Nakreśla prawo służby wszystkiemu co istnieje, pokazuje jak Wszechświat nieustannie przyjmuje stanowisko służby, a ten kto działa w taki sposób dostraja się do najwyższych uniwersalnych praw. Taki człowiek „nie mając nic – posiada wszystko, o nic nie prosi, a wszystko mu się oddaje; jego życie jest szczęśliwością, gdyż jest w jedności ze Wszechświatem, który jest Najwyższą Sprawiedliwością, kładzie on kres cierpieniu”.

Autorka opisuje również, jak ewolucja człowieka umiejscowiona jest we wielkiej ewolucji Wszechświata, opowiada o Wielkich Duszach, Mistrzach rządzących naszą planetą oraz nakreśla ścieżkę, jaką będzie podróżowała każda ludzka dusza, aż osiągnie poziom Mistrza i stanie się częścią zastępów Wielkiego Białego Braterstwa.

Cytaty z książki: 

Przystępujemy do przestudiowania jednej z podstawowych doktryn Odwiecznej Mądrości, doktryny reinkarnacji. Nasze wyobrażenie o niej zyska na jasności i będzie bardziej zgodne z ogólnym porządkiem natury, jeśli rozpatrzymy ją najpierw jako zasadę przejawiającą się powszechnie w przyrodzie, a dopiero później przejdziemy do tego szczególnego przy­padku, jakim jest reinkarnacja duszy ludzkiej. Zazwyczaj przytacza się ten szczególny przypadek z całości naturalnego porządku rzeczy i z wiel­ką szkodą dla wyniku badań rozpatruje się go jako oderwany fragment. Wszelka bowiem ewolucja polega na tym, że życie w miarę swego roz­woju przechodzi z jednej formy w drugą i gromadzi w sobie zdobyte z pomocą tych form doświadczenia. Reinkarnacja duszy ludzkiej nie wprowadza więc do ogólnego procesu ewolucji jakiegoś nowego czynni­ka, lecz jest tylko zastosowaniem powszechnej zasady do nowych warun­ków – nieodzownych wskutek indywidualizacji rozwijającego się nie­przerwanie życia.

(…)

Zrozumiawszy ten zasadniczy fakt, że życie posiada w sobie zdolność odpowiadania na każde drganie, jakie przychodzi z zewnątrz, i że gra sił zewnętrznych wydobywa z niego kolejno jedną odpowiedź po drugiej, wypada nam zastanowić się z kolei nad ciągłością życia i formy jako nad następnym zasadniczym pojęciem. Formy przekazują swe właściwo­ści innym, od nich pochodzącym formom, oddając im cząstkę swej wła­snej substancji, która oddziela się, by prowadzić niezależne życie. Cią­głość życia fizycznego otrzymuje się przez podział, pączkowanie, wysiew zarodników i przez rozwój potomstwa w łonie matki, a każda nowa for­ma pochodzi od poprzedniej i odtwarza jej charakterystyczne cechy. Na­uka łączy te fakty pod ogólną nazwą prawa dziedziczności, a jej obser­wacje o przekazywaniu formy z pokolenia na pokolenie godne są szcze­gólnej uwagi, gdyż rzucają światło na działanie natury w świecie zjawisk. Trzeba jednak pamiętać, że prawo to stosuje się tylko do ciała fizycznego, w skład którego wchodzą dostarczane przez rodziców cząstki fizyczne. Bardziej tajemnych działań natury – owych działań życia, bez których nie mogłaby istnieć żadna forma – nie brano dotąd wcale pod uwagę z powodu ich niedostępności dla fizycznej obserwacji. Lukę tę mogą za­pełnić jedynie wyniki badań Odwiecznej Mądrości dane nam przez tych, którzy od wieków mieli możliwość obserwowania natury z pomocą zmy­słów ponadfizycznych; badania te mogą być zresztą stopniowo spraw­dzane przez każdego cierpliwego ucznia ich szkoły.

Ciągłość życia istnieje w równej mierze jak ciągłość formy. I właśnie to nieprzerwane życie – wraz ze swymi coraz bardziej ujawniającymi się energiami, które przechodzą ze stanu utajenia w stan czynny pod wpływem bodźców zewnętrznych, otrzymywanych za pośrednictwem kolejno po sobie następujących form – to życie wchłania i przechowuje doświadczenia nabyte w tych formach. Gdy bowiem pewna forma umiera – życie zachowuje owoc przeżyć w postaci różnych uzdolnień i władz przez nie rozbudzonych; uzdolnienia te unosi z sobą i czeka gotowe oży­wić nowe formy pochodzące od starych. Gdy życie zajmowało jeszcze poprzednią formę, działało ono za jej pośrednictwem i przystosowywało ją do potrzeb wyrażenia każdej swej nowo obudzonej władzy. To przy­stosowanie, utrwalone w substancji formy, zostaje przekazane oddzielnym od niej częściom, które zwiemy potomstwem, a które mając wspólną z tą formą substancję – muszą z konieczności posiadać jej charaktery­styczne cechy. W potomstwo to wlewa się życie wraz ze wszystkimi swoimi wzmożonymi uzdolnieniami, by dalej doskonalić te zmienione już nieco formy i rozwijać w nich nowe siły; i tak wciąż bez końca.

(…)

Z drugiej strony współczesna nauka ukazuje coraz jaśniej, że w ewo­lucji stworzeń wyższych dziedziczność odgrywa coraz mniejszą rolę, że cech umysłowych i moralnych nie przekazuje się z rodziców na potom­stwo i że im wyższy poziom osiągają te cechy, tym wyraźniej ten fakt występuje. Dziecko geniusza bywa nieraz idiotą, a rodzice zupełnie prze­ciętni dają życie geniuszowi.

(…)

Istnieją dziś dwie drogi, którymi człowiek może z tego pierwotnego stanu umysłowego dźwignąć się stopniowo w górę. Może się on miano­wicie podnosić dzięki kierownictwu i opiece istot bez porównania bar­dziej od niego rozwiniętych lub też wzrastać powoli, pozostawiony sa­memu sobie bez niczyjej pomocy. W tym drugim przypadku ewolucja człowieka wymagałaby niezliczonych tysiącleci, gdyż nie mając dobrego przykładu ani określonej metody działania, ulegając zmieniającym się wciąż wpływom rzeczy zewnętrznych i stykając się z równie prymityw­nymi bliźnimi, człowiek rozwijałby swe ukryte zdolności i władze niesły­chanie wolno. W rzeczywistości człowiek wzrastał drogą nauki i przy­kładu oraz narzuconej mu dyscypliny życia. Widzieliśmy już, że gdy w ogół przeciętnej ludzkości zstąpiła iskra Boża, z której narodził się myśliciel, niektórzy najwyżej rozwinięci Synowie Umysłu zrodzili się w tej młodej ludzkości jako jej nauczyciele, a inni Synowie Umysłu sto­jący na niższych stopniach rozwoju wcielali się tu również i tworzyli we wzbierającym potoku ewolucji ludzkiej przodującą falę. Oni to z na­tchnienia wielkich nauczycieli rządzili mniej rozwiniętą ludzkością i na­rzucone przez nich posłuszeństwo pewnym prostym przepisom – bardzo prostym z początku – przyśpieszyło w dużym stopniu rozwój umysłowy i moralny owych niemowlęcych dusz. Pomijając wszelkie inne dowody, już same imponujące zabytki dawno znikłych cywilizacji – szczątki, które świadczą o wielkiej wiedzy i umiejętności w dziedzinie techniki, wykraczające daleko poza możliwości ówczesnej dziecięcej jeszcze ludz­kości – wystarczają jako dowód, że działały wtedy na Ziemi istoty zdol­ne do wielkich zamierzeń i wspaniałych dokonań.

(…)

Pierwszym ciałem, które musi być przystosowane do harmonijnego działania jako narzędzie świadomości, jest jej powłoka zewnętrzna – wi­dzialne ciało fizyczne. Mózg i system nerwowy muszą się rozwinąć i wy­kształcić do tego stopnia, aby były wrażliwe na każde drganie życia w zakresie swych możliwości drgania. W początkowym okresie rozwoju człowieka, gdy grubsze ciało fizyczne składa się z najcięższych i najgęst­szych rodzajów materii, skala tych możliwości jest bardzo ograniczona i organ fizyczny umysłu potrafi odpowiadać tylko na najpowolniejsze z drgań wysyłanych przez myśliciela.

(…)

Drugim narzędziem świadomości, które z kolei podlega ożywieniu, jest ciało astralne. Widzieliśmy już, przez jakie zmiany ono przechodzi, w mia­rę jak stopniowo staje się zorganizowanym narzędziem działania. Dopóki organizowanie to nie jest doprowadzone do końca za każdym razem, gdy ciało astralne opuszcza swe uśpione ciało fizyczne, by unosić się swo­bodnie i bez celu w sferze astralnej, dopóty świadomość pozostaje w nim zamknięta bez możliwości wypowiadania się na zewnątrz. Gdy jednak zostaje już całkowicie zorganizowane, świadomość nie jest ograniczona do odbierania za jego pośrednictwem od przedmiotów astralnych mglistych wrażeń stanowiących to, co nazywamy świadomością w stanie snu. Obecnie za pomocą zmysłów astralnych zaczyna spostrzegać przedmioty astralne – to znaczy kojarzyć otrzymane wrażenia z przedmiotami, które je wywołują. Spostrzeżenia te są z początku niejasne, podobnie jak te, które umysł otrzymuje za pośrednictwem dziecięcego ciała fizycznego. Jedne i drugie muszą być prostowane przez doświadczenie. W ten sposób myśliciel odkrywa stopniowo coraz to nowe władze, które stawia do dys­pozycji ciału to subtelniejsze narzędzie; dzięki niemu może opanowywać elementy świata astralnego i bronić się przed jego niebezpieczeństwami. Gdy przychodzi mu stanąć twarzą w twarz z tym nowym dla siebie światem, wtedy nie jest pozbawiony pomocy z zewnątrz. Dopóki nie po­trafi sam sobie radzić – korzysta z nauki i osłony tych, którzy posiadają więcej od niego doświadczenia w świecie astralnym. Stopniowo opano­wuje całkowicie nowe narzędzie świadomości, a świadome życie w sferze astralnej staje się dla niego czymś tak zwykłym i znanym, jak życie w świecie fizycznym.

(…)

Trzecie narzędzie i siedlisko świadomości, ciało mentalne, tylko bar­dzo rzadko bywa ożywione do życia niezależnego inaczej jak z pomocą nauczyciela – a może nawet w ogóle taki wypadek nie zachodzi. Na obecnym poziomie ludzkiej ewolucji niezależne działanie ciała mentalne­go jest w zasadzie dopiero udziałem ucznia. Jak widzieliśmy, ciało to ulega przebudowie, aby mogło działać w świecie mentalnym niezależnie od ciał niższych. Tu także trzeba wielu doświadczeń i długiego ćwicze­nia, zanim ciało to stanie się całkowicie posłuszne swemu właścicielowi, a tymczasem często się o tym zapomina. A mianowicie, mówiąc o ciałach subtelniejszych, traci się z oczu oczywisty fakt w odniesieniu do ciała fi­zycznego, że wszystkie nasze ciała podlegają prawu ewolucji i że tylko w miarę rozwoju wzrasta ich wrażliwość i zdolność odpowiadania na podniety. O ileż więcej odcieni barw rozróżni oko wyćwiczone od nie­wprawnego! Ileż harmonijnych tonów odróżni ucho wyćwiczone tam, gdzie niewprawne słyszy tylko ton zasadniczy! W miarę wysubtelniania się zmysłów fizycznych, otaczający nas świat staje się coraz bogatszy i tam, gdzie prosty chłop świadom jest tylko pługa, za którym kroczy, i wyoranej bruzdy, tam umysł człowieka o wysokiej kulturze spostrzega dziko rosnące kwiaty, drżenie liści na drzewach, zachwycającą pieśń skowronka, brzęczenie delikatnych skrzydeł owadów wśród pobliskiego lasu – jest świadomy wszystkich pełnych dźwięku poruszeń leśnych stworzeń i wszystkich wonnych zapachów pól i lasów, wspaniałości nie­ba, gdzie gonią się obłoki, gry świateł i cieni na zboczach wzgórz. Każdy z nich, zarówno chłop, jak i człowiek o wysokiej kulturze, posiada oczy i każdy ma mózg, lecz jakże różnią się oni umiejętnością obserwowania i wrażliwością!

(…)

Ożywienie ciała przyczynowego jako odrębnego narzędzia świadomo­ści przychodzi we właściwym czasie po ożywieniu ciała mentalnego i otwiera przed człowiekiem jeszcze cudowniejsze stany świadomości – stany sięgające w przeszłość, która nie ma granic, w przyszłość spowitą w mgłę tajemnicy. Myśliciel posiada wtedy nie tylko pamięć własnej przeszłości, nie tylko jest w stanie zdać sobie sprawę z własnego rozwoju w ciągu niezliczonych okresów życia w ciele i poza ciałem fizycznym, lecz może również badać dowolnie przeszłość Ziemi i uczyć się ważkich nauk korzystając z minionych i okrytych mgłą niepamięci doświadczeń świata. Poznaje on ukryte prawo rządzące ewolucją i najgłębsze, utajone w łonie przyrody tajemnice życia.

(…)

Gdy ciało buddhi budzi się i ożywia do tego stopnia, że może służyć za narzędzie świadomości, człowiek wkracza w stan szczęścia, jakie daje mu wyzwolenie z poczucia oddzielności i poznania w całej swej żywej jedności ze wszystkim, co istnieje. Podobnie jak górującą cechą świado­mości działającej w ciele przyczynowym jest wiedza, która prowadzi w ostatecznym wyniku do mądrości, tak zasadniczą cechą świadomości działającej w ciele buddhi jest szczęśliwość i miłość. Pogoda mądrości cechuje człowieka posługującego się swym ciałem przyczynowym, pod­czas gdy najtkliwsze, bezgraniczne współczucie promieniuje z człowieka działającego w ciele buddhi. Gdy dołączy się do tego niezłomna, boska moc cechująca przejawy Atmy, człowieczeństwo zostaje uwieńczone koroną boskości, a człowiek-Bóg objawia się w całej pełni swej potęgi, mą­drości i miłości.

(…)

Pomimo wszystko spotykamy jednak wiele osób posiadających pa­mięć swych przeszłych żyć dzięki temu, że ich organizm fizyczny osią­gnął potrzebny stopień wrażliwości. Dla osób tych reinkarnacja nie jest już teorią, lecz faktem osobistego doświadczenia. Przekonały się one, jak bardzo wzbogaca się życie dzięki pamięci dawnych wcieleń, gdy np. w przyjaciołach tego krótkiego, jednodniowego życia odnajdują przyja­ciół z dawnej przeszłości i gdy stare wspomnienia wzmacniają nici obecnej przyjaźni. Życie nabiera nieznanej przedtem powagi, dostojeństwa i poczucia bezpieczeństwa, gdy oglądając się wstecz widzimy poza sobą cały szereg istnień, i gdy w przywiązaniach dnia dzisiejszego rozpozna­jemy dawne uczucia. Lęk przed śmiercią zanika; staje się ona jednym z wielu zdarzeń nieustającego życia, zwykłą zmianą miejsca, podobną do podróży, która oddala ciała, lecz nie może np. rozdzielić serc przyjaciół. Więzy łączące ludzi w teraźniejszym życiu okazują się ogniwem złotego łańcucha, którego początek ginie w dalekiej przeszłości, a myśl, że więzy te trwać będą także w odległej przyszłości, sprawia, że możemy w nią spoglądać z radosnym zaufaniem.

(…)

Teraz, gdy przyjrzeliśmy się już ewolucji ludzkiej duszy drogą rein­karnacji, możemy przejść do zapoznania się z wielkim prawem przyczynowości, rządzącym wcielaniem się człowieka, a zwanym prawem kar­my. Karma jest terminem sanskryckim i dosłownie znaczy „działanie”. Wobec tego, że wszelkie działanie jest skutkiem poprzedzających je przy­czyn, a każdy skutek jest z kolei przyczyną późniejszych skutków, poję­cie przyczyny i pojęcie skutku stanowi zasadniczy składnik pojęcia działania. Dlatego też słowa „karma”, czyli „działanie”, używa się w znacze­niu „przyczynowość” i oznacza się nim nieprzerwany łańcuch przyczyn i skutków, z jakich się składa ludzka działalność. Stąd, gdy mowa o ja­kimś zdarzeniu, często używane wyrażenie „to moja karma” znaczy:

„Zdarzenie to jest wynikiem przyczyny stworzonej przeze mnie w przeszłości”.

Żadne życie ludzkie nie stanowi odrębnej całości; każde jest owocem wszystkich poprzednich żyć i zalążkiem wszystkich, które po nim nastą­pią. Nie istnieje „traf” ani „przypadek”; każde zdarzenie wiąże się z po­przedzającymi je przyczynami i z następującymi po nim skutkami; każda myśl, każdy uczynek i wszystkie warunki naszego obecnego życia wyni­kają przyczynowo z przeszłości i oddziałują jako przyczyny na przy­szłość. Niewiedza zasłania przed nami zarówno przeszłość, jak i przy­szłość. Wydaje się nam często, że zdarzenia wyłaniają się nagle z nicości i są „przypadkowe”, lecz są to tylko słuszne pozory płynące wyłącznie z naszej nieświadomości.

(…)

Człowiek wysyła nieustannie energie w każdą ze sfer, w których dzia­ła – energie, które jakościowo i ilościowo są wynikiem jego przeszłych czynów, a które jednocześnie są przyczynami działającymi w każdym z zamieszkałych przez niego światów. Wywierają one zupełnie określony wpływ zarówno na swego twórcę, jak i na inne otaczające go istoty; człowiek jest jakby ośrodkiem sił promieniujących na całe pole jego działalności i ponosi odpowiedzialność za wywołane działaniem tych sił skutki. Podobnie jak magnes posiada swe pole magnetyczne, w którym przejawia się gra jego sił – większych lub mniejszych, zależnie od jego mocy – tak samo człowiek posiada swe pole wpływu, w którym działają promieniujące z niego siły. Siły te działają wzdłuż linii i po nich wracają do swego punktu wyjścia.

(…)

Naprawdę sprawiedliwe są drogi karmy! Nie odmawia ona złemu człowiekowi należnych mu owoców dobrego czynu, lecz przynosi mu również skutki złych pobudek czynu obdarzając go niskim charakterem; człowiek taki mimo bogactwa będzie się czuł niezadowolony i nieszczę­śliwy. Podobnie człowiek dobry nie uniknie złych warunków fizycznych, jeśli mimo dobrych intencji przyniesie komuś szkodę swym błędnym po­stępowaniem; niedola, jaką sprawi, przyniesie mu w przyszłości złe warunki materialne, lecz jego dobre i szlachetne pobudki, doskonaląc jego charakter, staną się dlań źródłem trwałego szczęścia, tak, iż będzie on cierpliwie i pogodnie znosił wszystkie strapienia. Wiele zagadek życia ludzkiego da się rozwiązać, jeśli zastosujemy do nich powyższe zasady.

(…)

Następnie rozróżnić musimy trzy rodzaje karmy:

  1. Karmę dojrzałą – gotową do przejawienia się w życiu obecnym w postaci nieuniknionych wydarzeń.
  2. Karmę nagromadzonych doświadczeń, czyli karmę charakteru – wyrażającą się w postaci wrodzonych skłonności; skłonności te są wyni­kiem zebranych doświadczeń i można je jeszcze przekształcić w obec­nym życiu z pomocą tej samej siły – siły jaźni – która je stworzyła w przeszłości.
  3. Karmę nowo tworzącą się w życiu obecnym – budującą przyszły charakter człowieka i wywierającą wpływ na przyszłe zdarzenia.

(…)

Droga człowieka ku szczytom, na które niektórzy synowie ludzkości już się wspięli, a inni wciąż się wspinają, jest tak stroma i długa, że pró­bując ogarnąć ją wysiłkiem myśli, cofamy się zniechęceni samym wy­obrażeniem tak długiej i ciężkiej wędrówki. Różnice między duszą pierwotną najniżej stojącego człowieka dzikiego a duszą duchową człowieka boskiego, wolną i tryumfującą w swej doskonałości, są tak olbrzymie, że wydaje się wprost nie do wiary, by pierwsza posiadała w zarodku to wszystko, co przejawia druga, i by różnica, która je dzieli, była tylko różnicą stopnia rozwoju; wydaje się nieprawdopodobne, by cała rzecz spro­wadzała się do tego, że jedna dusza znajduje się na początku drogi, pod­czas gdy druga stoi u celu. Poniżej poziomu najprymitywniejszej ludz­kiej duszy ciągnie się długi łańcuch istot niższych od człowieka – zwie­rząt, roślin, minerałów, treści elementalnych; powyżej poziomu człowieka doskonałego wznoszą się niezliczone rzesze coraz to wyższych istot nad­ludzkich – Czochani, Manu, Buddów, Budowniczych, Lipików. Któż zdoła nazwać lub wyliczyć wszystkie hierarchie tych potężnych istot? Jeśli spojrzymy na ludzką ewolucję jak na odcinek o wiele szerszej ewolucji życia, wtedy wielka ilość kolejnych stopni rozwoju w obrębie królestwa ludzkiego przedstawi się nam w znacznie mniejszej skali, a wznoszenie się człowieka w górę okaże się jednym ze stopni ewolucji życia, które rozwija się nieprzerwanie od treści elementalnej aż do chwa­ły Boga przejawionego.

(…)

Te wyższe stadia życia ludzkiego dzieli się zazwyczaj na dwa etapy. O pierwszym z nich mówi się zwykle jako o „ścieżce próby”, o drugim zaś jako o „ścieżce właściwej”. W tym też porządku będziemy je rozpa­trywali. W miarę jak rozwija się natura intelektualna, moralna i duchowa człowieka, staje się on coraz bardziej świadomy celu życia ludzkiego i cel ten bardziej pragnie w sobie samym urzeczywistnić. Nienasycony głód ziemskich uciech, pociągający za sobą ich osiągnięcie i nieunikniony prze­syt, nauczyły go stopniowo prawdy o zmienności i znikomości wszelkich darów ziemi. Tyle razy ich szukał i zdobywał je, tyle razy cieszył się ni­mi i nasycał, tyle razy doznawał przesytu, że odwraca się w końcu znie­chęcony od wszystkiego, co ziemia może mu ofiarować. „I po co?” – wzdycha znużona dusza. „Wszystko to próżność i udręka. Setki, tysiące razy posiadałem, by posiadając znaleźć rozczarowanie. Radości te są tyl­ko złudą podobną do baniek mydlanych, grających wszystkimi kolorami tęczy, lecz rozpryskujących się przy pierwszym dotknięciu. Dość mam gry; cieni – pragnę rzeczywistości, łaknę wiecznego i prawdziwego, tę­sknię za wyzwoleniem z pęt, które mnie krępują i czynią więźniem złud­nych pozorów.”

(…)

Zadanie, jakie człowiek ma do spełnienia na ścieżce próby, jest wy­łącznie natury intelektualnej i moralnej – ma się on przygotować stop­niowo, by móc stanąć przed „swym mistrzem twarzą w twarz”. Tu mu­simy wyjaśnić, co oznacza słowo „mistrz”. Istnieją istoty wyższe, nale­żące do naszej ludzkości, które ukończyły już ludzką ewolucję i o których wspominaliśmy jako o członkach Wielkiego Braterstwa kierującego ewo­lucją i przyspieszającego jej bieg. Te wielkie istoty – mistrzowie, wcie­lają się dobrowolnie w ciała ludzkie, aby służyć za łącznik między króle­stwem ludzkim i ponadludzkim. Każdego, kto odpowiada pewnym wa­runkom, a pragnie tylko jednej rzeczy – móc służyć ludziom – przyj­mują oni na ucznia, dając mu w ten sposób możliwość przyspieszenia swej ewolucji i przygotowania się do wejścia w grono Wielkiego Brater­stwa, by uczestniczyć w jego wielkiej i świętej pracy.

Mistrzowie czuwają nieustannie nad ludzkością i dostrzegają od razu każdego, kto swą cnotą, bezinteresownością wysiłków i pracą w służbie ludzkości oraz prawdziwą żarliwością, pobożnością i czystością życia wyprzedza ogół swych bliźnich, staje się przez to godniejszy opieki i po­mocy duchowej niż reszta ludzkości. Lecz zanim człowiek otrzyma szczególną pomoc, musi przedtem wykazać, że wyrobił w sobie odpo­wiednią wrażliwość na nią, zdolność przyswajania jej i dzielenia się. Mi­strzowie bowiem są rozdawcami energii duchowych pomagających ludz­kości w jej rozwoju, a użycie tych energii dla przyspieszenia wzrostu du­szy poszczególnej jednostki dopuszczalne jest tylko wtedy, gdy dusza ta jest rzeczywiście zdolna do szybkiego rozwoju – bo wtedy sama stanie się wkrótce służebnicą ludzkości i pośpieszy oddać swym bliźnim otrzy­many dar.

(…)

Wchodząc na tę ścieżkę człowiek staje się uczniem na stopniu próby; jeden z mistrzów bierze go pod swą opiekę jako tego, który porzucił sze­roki gościniec zwykłej ludzkiej ewolucji i szuka nauczyciela do kierowa­nia jego krokami po stromej i wąskiej ścieżce wiodącej do wyzwolenia. Nauczyciel ten oczekuje go u wejścia na ścieżkę. Uczeń wprawdzie nie zna swego nauczyciela, ten jednak zna swego ucznia, widzi jego wysiłki, kieruje jego krokami, stawia go w warunkach najkorzystniejszych dla przyspieszenia jego rozwoju, czuwa nad nim z delikatną pieczołowitością matki i mądrością płynącą z doskonałej intuicji. Droga ta może się wy­dawać uczniowi samotna i mroczna, a jednak „przyjaciel bliższy od ro­dzonego brata” stoi zawsze u jego boku, a pomoc, której zmysły nie odczuwają, spływa bezpośrednio do duszy.

(…)

Są cztery „umiejętności”, które uczeń musi zdobyć na stopniu próby, a które są warunkiem stawianym przez Wielkie Braterstwo każdemu, kto chce dojść do właściwego uczestnictwa. Nie jest rzeczą konieczną posia­dać je w stopniu doskonałym już w tym okresie, lecz uczeń musi dążyć do ich zdobycia i musi je posiąść choćby w części, zanim wtajemniczenie stanie się dla niego dostępne.

(…)

W ciągu lat poświęconych wyrabianiu w sobie tych czterech zasadni­czych umiejętności uczeń będący w okresie próby czyni znaczne postępy także na innych polach. Otrzymuje on od swego mistrza wiele nauk udzielanych mu zazwyczaj podczas głębokiego fizycznego snu. Dusza obleczona w należycie ukształtowane ciało astralne przyzwyczaja się stopniowo do używania tego ciała jako przewodnika świadomości i przy­ciągana ku mistrzowi, otrzymuje od niego naukę i oświecenie duchowe. Poza tym uczeń ćwiczy się dalej w medytacji, a to ćwiczenie – przepro­wadzane poza ciałem fizycznym – ożywia i wprowadza w działanie niejedną wyższą władzę duchową. Podczas medytacji uczeń dociera do wyższych sfer bytu i poznaje coraz lepiej życie w sferze mentalnej. Słu­żąc ludziom uczy się on używać swych wciąż rozwijających się władz i przez wiele godzin snu pracuje pilnie w świecie astralnym, niosąc po­moc duszom, które przekroczyły wrota śmierci, uspokajając ofiary nie­szczęśliwych wypadków, nauczając dusze mniej rozwinięte i świadcząc pomoc każdemu, kto jej potrzebuje. W ten sposób uczestniczy w miarę swych skromnych sił w błogosławionej pracy mistrzów i staje się w drobnej chociaż mierze ich współpracownikiem.

(…)

Wróciwszy na ziemię mistrz oddaje się służeniu ludzkości, rozporzą­dzając siłami o wiele potężniejszymi niż te, które posiadał, gdy kroczył ścieżką wiodącą do wtajemniczenia. Poświęca się całkowicie doskonale­niu ludzkości i całej swej najwyższej potęgi używa tylko w celu przyspie­szenia ewolucji świata. Tym, którzy zbliżają się ku ścieżce, spłaca dług, jaki sam zaciągnął w dniach swej nauki; kieruje nimi, pomaga im i po­ucza ich – podobnie jak sam niegdyś był kierowany, wspierany i nauczany.

Takie oto są stopnie wznoszenia się człowieka od stanu dzikiego aż do poziomu człowieka przebóstwionego. Ku takiemu celowi dąży cała ludz­kość i taka jest bezgraniczna chwała, która z czasem stanie się udziałem nas wszystkich.

ISBN 13: 978-83-66388-41-3
EAN: 9788366388413

Informacje dodatkowe

Waga250 g
Wymiary14,5 × 20,5 cm
Autor

Annie Besant

Książka

okładka miękka

Objętość

154 strony